niedziela, 17 maja 2015

Naruto-Rozdział III


Arashi spojrzała na ekran komórki. Była godzina dwudziesta. Westchnęła. Musiała się spieszyć, bo matka będzie narzekać. Skrzywiła się na samą myśl o monologu na temat punktualności i odpowiedzialności. Zaklęła pod nosem. Ten obiad miał być krótki, ale Chouchou zręcznie przeciągnęła wyznaczony czas. Przyspieszyła kroku, popychając przy okazji przypadkowych przechodniów. Nie trudziła się nawet przepraszaniem ich za takie nieuważne zachowanie. Nagle wśród tłumu dostrzegła biegnącą Himawari.
— Gdzie jest Lee? – spytała Himawari, zatrzymując Arashi.
— A gdzie ty byłaś? Ren był załamany, kiedy wyszłaś – Hozuki posłała młodej Uzumaki groźne spojrzenie. Himawari spuściła wzrok i cicho przeprosiła. Arashi westchnęła. — Prawdopodobnie na górze Hokage. Jest tam do dwudziestej drugiej. Trenuje – poinformowała ją Hozuki. Widząc spojrzenie młodej Uzumaki, Arashi dodała: — Nie ma z nim Noru. Pomaga TenTen w przygotowaniu kolacji.
Himawari podziękowała, po czym oddaliła się. Arashi zaklęła pod nosem. Czas ucieka, a ona ma jeszcze trochę drogi przed sobą. Za dużo gadasz, pomyślała zdenerwowana. Wparowała do mieszkania, po czym szybko wyciągnęła laptopa. Już kilka sekund później na ekranie pojawiło się okienko wideo rozmowy, a w nim zmęczona twarz Suigetsu. Arashi spojrzała zaskoczona na monitor. To zazwyczaj Karin prowadziła z nią rozmowy, ojciec zawsze trzymał się z tylu bądź spał.
— Gdzie mama? – spytała Arashi. Starszy Hozuki westchnął, masując skronie. Następnie przetarł oczy i jęknął. Suigetsu nic nie mówił, tylko narzekał, jak bardzo jest zmęczony. Arashi już chciała coś powiedzieć, gdy usłyszała surowy głos Karin.
— Suigetsu, idioto! Twoja córka czeka na rozmowę! – upomniała męża przedstawicielka klanu Uzumaki, uderzając Suigetsu w głowę. Starszy Hozuki krzyknął z bólu i spojrzał z wściekłością na żonę. Ta tylko posłała mu zabójcze spojrzenie, a mężczyzna zamilkł i spojrzał na ekran monitora.
— Jak czekasz na rozmowę, to idź do koleżanek – mruknął Suigetsu tak, aby tylko Arashi go usłyszała. Dziewczyna prychnęła ze złością, ale nie skomentowała bezczelności ojca. — Czemu ja się w ogóle z twoją matką ożeniłem? – spytał swojej córki, ale ta tylko uniosła brwi, okazując swoją dezaprobatę. Suigetsu westchnął, wspominając coś o irytujących podobieństwach. — To jak tam u ciebie? Dobrze się uczysz?
— Akademię skończyłam pięć lat temu – powiedziała Arashi, po czym westchnęła. Czemu on nie potrafił zapamiętać podstawowych rzeczy? Wątpiła nawet czy wiedział, ile jego córka faktycznie ma lat.
— Tak? No to super. Wiesz, dzisiaj jestem naprawdę zmęczony. Dopiero co wróciłem z misji i czuję, jak mnie starość bierze – marudził Hozuki. Arashi przyjrzała się ojcu. Faktycznie, miał podkrążone oczy, a zmęczenie widać było na jego twarzy.
— Starość? Masz dopiero trzydzieści pięć lat – powiedziała dziewczyna rozbawiona. Suigetsu machnął ręką, mrucząc coś o tym, że młodzi nie rozumieją jego problemów. — Byłbyś usatysfakcjonowany, gdybym nie przedłużała tej rozmowy, prawda? Lub cokolwiek to jest – bardziej stwierdziła niż spytała. Suigestu spojrzał na córkę uradowany i uśmiechnął się znacząco. Może i charakter odziedziczyła po matce, ale nie była aż tak okrutna. — Ale zanim się rozłączę, powiadomię cię o czymś. W tym roku wybieram się egzamin – oświadczyła z dumą Arashi, a jej ojciec natychmiast się ożywił. Pojawiła się również Karin, zwalając Suigetsu z krzesła. Mężczyzna upadł na podłogę, ale nie miał czasu na kłótnie z żoną. Po prostu przyjął pozycję siedzącą obok Karin i spojrzał na córkę z uwagą.
— Naprawdę? To wspaniale! – wykrzyknęła uradowana Karin. Suigetsu zmarszczył brwi. — Hej, nic nie powiesz? – spytała Uzumaki, patrząc na męża pogardliwie. Hozuki skrzywił się na minę żony, więc tylko odchrząknął. Już chciał jej pogratulować, ale powstrzymał się.
— Nie idź na ten egzamin – powiedział ostro Suigetsu, marszczą brwi. Arashi spojrzała na niego zaskoczona, podobnie Karin, próbując jeszcze zmienić wypowiedź męża różnymi groźbami.
— Czemu?
— Bo będzie tam jedna z najgroźniejszych drużyn w Kiri. Wiem, że przejdą pierwszy i drugi etap, trenowałem ich. Nie chcę, abyś zginęła – wytłumaczył z powagą na twarzy. Karin drgnęła, nagle milknąc. Arashi zmarszczyła brwi. On nie żartował. Wiedziała to.
— Nie wierzysz we własną córkę? – próbowała zażartować młoda Hozuki, ale spojrzenie ojca sprawiło, że uśmiech zniknął z jej twarzy. — Nie przekonasz mnie. Nie zrezygnuję.
— Nie bądź uparta – syknął zestresowany Suigetsu. Arashi spojrzała na zdenerwowanego ojca, ale nic nie powiedziała. Uśmiechnęła się tylko zadziornie.
— Poinformuj ich, z kim będą mieli do czynienia – powiedziała młoda Hozuki, po czym zakończyła połączenie. Okienko wideo rozmowy zniknęło. Arashi zmarszczyła brwi, myśląc nad ostrzeżeniem ojca. On nigdy nie okazywał czegoś takiego jak strach o nią, nie martwił się też, gdy była ranna. Uważał, że ninja musi tego doświadczyć. Ale teraz było inaczej. Cóż, mogła tylko gdybać nad siłą tej drużyny. Zobaczy, jak się sprawy rozwiną.
— Lee! – wołała Himawari, kiedy weszła do lasu. Zdyszana, zmęczona i spocona ledwo trzymała się na nogach, ale nie miała zamiaru się zatrzymywać. Musiała go znaleźć za wszelką cenę. Potrzebowała jego pomocy. Nagle ktoś kopnął ją mocno w brzuch. Dziewczyna odleciała na kilka metrów, po czym uderzyła plecami w drzewo. Upadła na ziemię, po czym wstała najszybciej jak potrafiła. Spojrzała w ciemność, próbując dojrzeć przeciwnika, jednak widziała tylko jego sylwetkę. W końcu obcy podszedł do Himawari, a dziewczyna poznając tożsamość napastnika uspokoiła się.
— Musiałeś tak gwałtownie reagować? – spytała z wyrzutem dziewczyna, siadając pod drzewem. Lee uśmiechnął się przepraszająco, po czym spojrzał zdziwiony na Himawari.
— Co ty tu robisz?
— Szukam cię – odpowiedziała młoda Uzumaki, z trudem wstając. Skrzywiła się, kiedy poczuła ból w okolicach brzucha, ale nie odezwała się. Wzięła głęboki oddech. — Ja… Ja muszę cię o coś poprosić.
Lee spojrzał na nią zdziwiony dając znak, że może mówić.
— Trenuj mnie – wyrzuciła z siebie po dłuższym milczeniu. Młody Rock zmarszczył brwi, po czym się zamyślił. Nigdy nie wyobrażał sobie siebie jako trenera, zwłaszcza w tak młodym wieku. Spojrzał na Himawari z uwagą.
— Jesteś pewna?
— Muszę pokonać Noru. Wy też wybieracie się na egzamin, prawda? – bardziej stwierdziła niż spytała, patrząc na Lee z determinacją. Chłopak zmarszczył brwi. Doskonale ją rozumiał. Noru był godnym przeciwnikiem, wręcz geniuszem, a mimo to trenował. Nie polegał tylko na byakuganie, ale i na swojej sile fizycznej. — Lee, powiedz mi szczerze. Jak myślisz, kto jest najsłabszy z geninów?
Lee spojrzał na Himawari zdziwiony. Nie spodziewał się takiego pytania.
— Wszyscy wiemy, że to ja. Dlatego proszę cię! Uczyń mnie silniejszą! – powiedziała z determinacją, podnosząc głos. Lee milczał przez chwilę, ale uśmiechnął się i kiwnął głową.
— I jak? – spytała TenTen z zaniepokojeniem, kiedy Noru spróbował ugotowanych przez nią potraw. Bała się, że mogła pomylić składniki. Rozważała pomysł wyrzucenia jedzenie i zrobienia czegoś nowego, ale uznała, że szkoda by było jej pracy. Wiedziała też, że Noru nie znosi marnowania i wyrzucania rzeczy nadających się do zjedzenia. Chłopak jednak uśmiechnął się szeroko.
— Naprawdę pyszne, mamo – powiedział, a TenTen odetchnęła z ulgą.
— Jak poszedł trening? – spytała kobieta po kilku minutach milczenia. Noru spochmurniał. Nie odpowiedział od razu.
— Wciąż nie udało mi się opanować tenketsu. Nie mogę uwierzyć, że ojciec potrafił to w tak młodym wieku – mruknął w końcu Noru. TenTen uśmiechnęła się smutno.
— On był… – zaczęła, ale zamilkła, bo poczuła łzy napływające jej do oczu. Szybko się opanowała, nakładając sobie ryżu. — Twój ojciec był niezwykły. Bardzo przywiązany do rodziny. Starał się jak mógł, aby pokazać swoją wartość. Był niesamowicie utalentowany, a mimo to stał z boku. Chociaż czasem myślę, że to lepiej – stwierdziła cicho. Noru spojrzał zaskoczony na matkę. Nigdy nie mówiła o Trzonie i Gałęziach klanu. Twierdziła, że to jej nie dotyczy i nie powinna się w to wtrącać.
— Co ty mówisz? Gdyby urodził się w Trzonie, mógłby stać się niesamowitym przywódcą! Nadawał się do tego! – zareagował ostro Noru, patrząc ze złością na matkę. TenTen spiorunowała syna spojrzeniem, po czym westchnęła.
— Spójrz na ciotkę Hinatę. Co miała ze swojego pochodzenia? Jedynie stres, strach i zawstydzenie, bo nie była dosyć silna. Pan Hiashi wywierał na nich niesamowitą presję. Nie zrozumiesz jej bólu. Nie doświadczyłeś tego – powiedziała TenTen, biorąc łyk herbaty. Noru prychnął pod nosem. — Jesteś faworytem pana Hiashiego. A Himawari to dla niego wielki zawód, bo nie odziedziczyła byakugana. Czy ty z nią kiedykolwiek o tym rozmawiałeś? – spytała TenTen chłodno. Noru zmarszczył brwi, ale nie odezwał się. Kobieta westchnęła. Czemu tak bardzo zależało mu na górowaniu nad swoją kuzynką. To nie miało sensu. Hiashi nawet na nią nie patrzył. Dla niego istniał tylko Noru, dziedzic byakugana. TenTen westchnęła. Strasznie napięte relacje mieli w tej rodzinie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz