niedziela, 17 maja 2015

Naruto-Rozdział II


Naruto spojrzał na podaną mu listę geninów, po czym zmarszczył brwi. Odłożył dokument na biurko i zastanowił się chwilę. Omiótł uważnym spojrzeniem osoby będące w jego gabinecie, patrząc to na listę, to na joninów.
— Jesteście pewni? Mam na myśli ten egzamin oczywiście – odezwał się po chwili. Wszyscy kiwnęli głowami z pełną powagą. Naruto westchnął. — Wiecie, że to nie będzie zwyczajny egzamin? Mówię o tym, że oni mogą nie dać rady – wytłumaczył wciąż nieprzekonany Uzumaki. Joninowie wymienili zaskoczone spojrzenia, ale nie odezwali się. — Nie chodzi mi o to, że są słabi. Ale jednak poprzednie egzaminy…
— Przygotują się – przerwał mu Sarutobi Konohamaru z lekkim uśmiechem. Naruto zmarszczył brwi, ale się nie odezwał. Westchnął, widząc zacięte miny joninów, po czym machnął ręką. Nie miał siły na kłótnie z młodymi. Niech robią, co chcą. Wziął do ręki listę geninów, czytając uważnie każde nazwisko.
— Drużyna trzecia do której należą: Uzumaki Boruto, Uchiha Sarada oraz Ame. Zgłoszona przez trenera Sarutobi Konohamaru. Czy potwierdzasz? – spytał Naruto, zerkając na jonina. Mężczyzna kiwnął głową z pewnym wyrazem twarzy, a Hokage tylko pokręcił głową z politowaniem. — Drużyna piąta do której należą: Yamanaka Inojin, Nara Shikadai oraz Akimichi Chouchou. Zgłoszona przez trenerkę Sarutobi Mirai – Naruto zerknął na córkę Asumy i Kurenai, która kiwnęła głową z lekkim uśmiechem. Doprawdy, co za lekkomyślność. — Drużyna ósma do której należą: Uzumaki Himawari, Inuzuka Ryu oraz Aburame Yora. Zgłoszona przez trenera Yamanaka Shiro – Naruto spojrzał na blondyna, który kiwnął głową. Uzumaki zastanowił się przez chwilę, obserwując uważnie mężczyznę. Wkrótce jednak powrócił do wyczytywania nazwisk. — Oraz drużyna dziesiąta do której należą: Hozuki Arashi, Hyuuga Noru oraz Rock Lee Junior. Zgłoszona przez trenera Inuzuka Ren.
Mężczyzna o długich, brązowych włosach kiwnął głową z powagą. Naruto odłożył listę, po czym westchnął już po raz setny tego dnia. Martwił się o geninów. Ten egzamin naprawdę miał być trudny. Wątpił, czy mistrzowie, zgłaszając swoich uczniów do czegoś takiego wiedzieli, co ich czeka. Ale to nie jego wybór.
— Możecie odejść. A ty zostań – zwrócił się Hokage do blondyna. Jonini posłusznie opuścili gabinet. —Jesteś Yamanaka Shiro, prawda? Masz jakieś powiązania z Yamanaka Ino? – spytał Naruto, gdy drzwi się zamknęły.
— Nie. Po prostu należymy do dwóch różnych odłamów klanu – odpowiedział mężczyzna posłusznie. Naruto kiwnął głową ze zrozumieniem, po czym podziękował. Blondyn opuścił gabinet. Naruto został sam. Spojrzał na górę papierów, z którymi musiał się uporać, po czym westchnął. Gdyby egzamin odbywał się w którejś z wiosek, mógłby zobaczyć chociażby eliminacje. A tak? Nie miał wyjścia. A szkoda. Już dawno nie był poza wioską.
Himawari otworzyła drzwi i przekroczyła próg mieszkania rodziny Uzumaki. Już na korytarzu słyszała ożywioną rozmowę matki z synem. Dziewczyna zdjęła buty, po czym przeszła do salonu. Hinata siedziała na kanapie wraz z Boruto, który opowiadał o treningu. W tle leciał telewizor, ale nikt nie był nim zainteresowany. Himawari skierowała się do kuchni, zwracając tym samym uwagę rodziny.
— Już wróciłaś? – spytała zaskoczona Hinata. Była prawie pewna, że jej córka mówiła coś o całodniowym zniknięciu.
— Tak, ale zaraz wychodzę. Idę na miasto z Chouchou – odpowiedziała dziewczyna, wyciągając z lodówki sok.
— Jak wasz trening? – spytała Hinata, a Boruto, którego zainteresował ten temat, wsłuchał się bardziej w rozmowę.
— Nie było treningu. Mamy dwa dni na zrobienie czegoś we własnym zakresie, a potem będziemy razem trenować – odpowiedziała Himawari, podchodząc do okna.
— Mam nadzieję, że z nami nie przegracie – powiedział Boruto, uśmiechając się złośliwie. Zmarszczyła brwi i prychnęła pod nosem. Po co w ogóle mówiła o treningu w jego obecności? On ma na tym punkcie jakiegoś bzika. Pewnie po ojcu, pomyślała z goryczą.
— Och! A więc uczestniczycie w egzaminie? – bardziej stwierdziła niż spytała z radością Hinata.
— W sumie to Yora zawiadomił Shiro, że idziemy i nawet tego z nami nie skontaktował. Potem się zapytał, ale i tak wyszło na jego. Więc Shiro zameldował naszą gotowość tacie – wytłumaczyła Himawari, krzywiąc się na okropny uczynek przyjaciela. Westchnęła, po czym skierowała się w stronę swojego pokoju. Hinata wznowiła rozmowę z Boruto, który zaczął opowiadać o przebiegu treningu głośniej niż normalnie. Himawari zatrzymała się w połowie drogi do swojego pokoju. Postała w miejscu kilka minut, po czym wróciła do salonu.
— Mamo, wiesz może czy ciocia Hanabi jest dzisiaj w wiosce? – spytała niby od niechcenia, jednak Hinata wyczuła w jej głosie napięcie. Kobieta zastanowiła się chwilę, po czym kiwnęła głową. — Noru idzie na egzamin – wytłumaczyła Himawari, widząc pytające spojrzenie matki. Hinata spojrzała na nią zdziwiona, po czym kiwnęła głową ze zrozumieniem.
— Ale może twój dziadek mógłby cię trenować? – zasugerowała kobieta, zatrzymując młodą Uzumaki. Dziewczyna spojrzała na matkę smutno, po czym pokręciła głową. — A ja? Ja też jestem z klanu Hyuuga.
— Mamo, nie obraź się, ale… – Himawari zamilkła, szukając jakiegoś wyjaśnienia. Hinata westchnęła.
— Tak, wiem, jestem zbyt miękka i nie aż tak brutalna, jak Hyuuga być powinni! – dokończyła za córkę kobieta, po czym skrzywiła się. Himawari uśmiechnęła się smutno, podziękowała, po czym pognała do swojego pokoju. Rozległ się dźwięk telefonu. Boruto spojrzał na ekran swojej komórki, po czym westchnął.
— Muszę iść na trening!
— Znowu? Dopiero przyszedłeś – zwróciła uwagę Hinata, patrząc zaskoczona na syna. Ten tylko uśmiechnął się kwaśno, po czym przytulił matkę. Wziął zapakowane jedzenie z kuchni, po czym wybiegł z domu. Hinata siedziała wciąż zszokowana, ale uspokoiła się po kilku minutach. Ich dzieci trenują więcej, niż oni sami w całym swoim życiu. Było to trochę przerażające.
Ame zdjęła ochraniasz z szyi, po czym położyła go na stoliku. Włączyła telewizor i opadła zmęczona na kanapę. Ten trening naprawdę ją zmęczył. Jej siła nie polegała na ciele, a na technikach, dlatego nie widziała sensu ćwiczyć fizycznie. Oczywiście wiedziała, że to jest potrzebne, ale nie musiała mieć tego wytrenowanego do perfekcji. Westchnęła, wyobrażając sobie reakcję Sarady.
Spojrzała na wiszący na ścianie wisiorek. Zmarszczyła brwi. Kiedy w końcu go wyrzuci? Już dawno powinien zniknąć. Ale ciągle tam był. To była po niej jedyna pamiątka, może dlatego się go jeszcze nie pozbyła. Tamte zdarzenia, wszystko wracało.
Jej rozmyślania przerwał dźwięk przychodzącej wiadomości. Ame wyciągnęła komórkę z kieszeni i spojrzała na ekran. Jęknęła. Znowu trening. Nie chciała już ćwiczyć. Miała dość. Miała nadzieję na spokojne spędzenie reszty dnia w domu na kanapie, oglądając telewizję. Wykręciła numer do Sarady, po czym zadzwoniła.
— Halo? Cześć, nie przyjdę… To nie to, że mi się nie chce, po prostu jestem zmęczona, bolą mnie wszystkie mięśnie… Boruto przyjdzie, to ci powinno wystarczyć… Tak, wiem, Sarada… Nie martw się, damy radę… Do zobaczenia jutro – Ame zakończyła rozmowę, po czym odłożyła telefon na bok. Zamknęła oczy, myśląc o przyjemnych rzeczach. Nagle zadzwoniła komórka. Wściekła Ame krzyknęła rozdrażniona, po czym odebrała połączenie.
— Halo? – powiedziała do komórki najmilej jak potrafiła. — Himawari?... A tak, cześć, co u ciebie?... Numer od Lee? A on ma w ogóle komórkę?... Nie no, nie mam… A co od niego chcesz?... Naprawdę? Myślę, że będzie wniebowzięty, ale ten numer… Czekaj chwilę! A czy on teraz aby nie jest ze swoją drużyną na górze Hokage?... Tak, tam się spotykają… Nie ma za co, powodzenia – Ame rozłączyła się i odłożyła komórkę na bok. Kiedy zamknęła oczy i zaczynała zasypiać, telefon znowu zadzwonił. Zaklęła pod nosem, wzięła urządzenie, po czym rzuciła komórką o ścianę. Telefon spadł na ziemię i zamilkł na dobre. Ame westchnęła. Rozmasowała skronie, po czym wstała. Podeszła do zepsutej komórki i jęknęła. Urządzenie chyba naprawdę przestało działać. Ame zerknęła na zegar ścienny. Była godzina siedemnasta. Zmarszczyła brwi i westchnęła. Ani chwili spokoju.
— Wkurza mnie to. Ciągle tak do mnie mówi. Przyzwyczaiłam się, ale ileż można?! – mówiła wściekła Chouchou. Miała oczywiście na myśli Inojina i jego zaczepki. Himawari tylko kiwała głową i popijała sok. Były właśnie w drodze do ulubionej kawiarenki.
— Powiedz mu to – skomentowała młoda Uzumaki po chwili milczenia. Chouchou pokręciła głową, po czym westchnęła. Himawari wzruszyła ramionami i nie poruszała już tego tematu.
— Ej, Hima – odezwała się Chouchou po kilku minutach ciszy. Uzumaki spojrzała na nią zdziwiona. Akimichi zastanowiła się chwilę, co powinna powiedzieć. — Jaki jest ten wasz trener? Shio, tak?
— Nazywa się Shiro i jest z klanu Yamanaka – poprawiła przyjaciółkę Himawari, po czym zastanowiła się. — Jest gburem i skończonym idiotą. Jest inteligentny, ale ciężko z nim wytrzymać. Ciągle łazi zamyślony, nigdy nas nie słucha i jakby się zastanowić to on… To znaczy, nigdy nie widziałam, żeby się uśmiechał. Dziwny człowiek o niejasnej przeszłości – zakończyła Uzumaki, ściszając głos. Chouchou spojrzała na swoją przyjaciółkę oczekując, że powie coś jeszcze, ale Himawari zakończyła temat. Sama Uzumaki jakby na chwilę zamyśliła się nad całą osobą swojego mistrza, ale już po kilku sekundach Shiro przestał ją obchodzić.
— Co ty robisz? – spytała Himawari, kiedy Chouchou zatrzymała się przy małej restauracji. Akimichi uśmiechnęła się, po czym zaciągnęła przyjaciółkę do środka. — Arashi zaprosiła nas na obiad. Pomyślałam, że może ci się spodobać ta oferta – Chouchou uśmiechnęła się podstępnie, pchając Himawari w kierunku stolików.
— Czemu niby miałaby mi się spodobać? – spytała nieprzekonana Himawari, ale już po chwili zrozumiała dlaczego. Podeszły do jednego ze stolików, przy którym siedziała Arashi oraz Inuzuka Ren, brat Ryu. Uzumaki zarumieniła się i wyjąkała ciche „cześć” w kierunku Rena. Chłopak spojrzał na nie zdziwiony, ale uśmiechnął się szeroko.
— A więc przyszłaś, Chouchou! Siadajcie – powiedziała uradowana Arashi, ustępując miejsca Himawari, która zmuszona została usiąść naprzeciwko Rena.
— Hej, Arashi, pomożesz mi wybrać coś do jedzenia? – spytała ostro Akimichi, widząc jak Hozuki siadała obok Inuzuki. Arashi spojrzała na nią zdziwiona.
— Myślę, że poradzisz sobie sama.
— Nie! Nie, nie, nie! Potrzebuję pomocy! – powiedziała nieco głośniej Chouchou, próbując zachować uśmiech na twarzy.
— To może Himawari…
— Chodź w końcu! — przerwała jej natychmiast Chouchou, po czym pociągnęła Hozuki za rękaw i zmusiła ją do odejścia od stołu. Arashi próbowała się jeszcze wyrwać, ale uścisk przedstawicielki klanu Akimichi był zbyt silny.
Himawari patrzyła za odchodzącymi dziewczynami. Zaczynała się denerwować, pocić i coraz bardziej rumienić. Nie wiedziała, że można robić te wszystkie rzeczy na raz. Spojrzała na Rena, który nie przejmował się panującą między nimi ciszą. Po prostu był zajęty swoim posiłkiem i nie uważał, że rozmowa byłaby wskazana.
— Słyszałem, że wybieracie się na egzamin – odezwał się po chwili z pełnymi ustami. Himawari spojrzała na niego zaskoczona. Nie sądziła, że dane im będzie porozmawiać. Kiwnęła nieśmiało głową, ale nic nie powiedziała. — Od Ryu słyszałem, że nie chciałaś uczestniczyć  – kontynuował Ren, patrząc uważnie na dziewczynę. Uzumaki westchnęła i pokiwała głową. — Ale mówił też, że jesteś silna i sądzi, że nie masz się czego bać – dodał Inuzuka, po czym uśmiechnął się lekko. Himawari zacisnęła usta w wąską linę, powstrzymując pisk. — Ale ja też tak myślę. W końcu twoim ojcem jest Hokage – Ren nie poddawał się i mówił dalej. Himawari spojrzała na niego zaskoczona. Nie sądziła, że wspomni o Naruto. Dziewczyna spochmurniała, po czym spuściła wzrok. No tak. Jest dzieckiem Hokage, już zawsze będzie do niego przyrównywana. Traktowana tak, jakby cała jej siła nie pochodziła od niej samej, a od ojca. Boruto miał lżej. Był podobny do Naruto, zarówno w wyglądzie, jak i w używaniu chakry. A ona? Żyła w cieniu swojego brata. Nie potrafiła nic, mogłaby nawet rzec, że była najsłabsza z geninów. Nie odziedziczyła byakugana ani marzeń swojego ojca. Miała po prostu włosy po Hinacie i oczy po Naruto. Mieszanina wszystkiego, a tak naprawdę nie wyróżniała się niczym.
Ren spojrzał na nią zdziwiony i przerwał jedzenie.
— Coś się stało? Powiedziałem coś nie tak? – spytał z lękiem. Himawari nie odzywała się przez kilka sekund. Ren zaczynał się stresować i panikować. Nie wiedział, co powinien zrobić, więc zaczął gorączkowo rozglądać się po sali w poszukiwaniu kogoś, kto mu pomoże.
— Muszę już iść – powiedziała nagle Himawari wstając. Inuzuka chciał coś powiedzieć, ale Uzumaki posłała mu przepraszający uśmiech, pożegnała się, po czym opuściła restaurację. Nie chciała być ninja. Gdyby urodziła się zwykłym człowiekiem, nikt niczego by po niej nie oczekiwał.
Ame spojrzała martwym wzrokiem na granitowy nagrobek. Nie było tam dnia ani daty urodzenia czy śmierci, brak jakiegokolwiek nazwiska, imienia. Dziewczyna zmarszczyła brwi. Na zimnej płycie nie było żadnego śladu po jej siostrze. Nic, co by ją przypominało. Ame położyła bukiet kwiatów przy nagrobku i złożyła ręce do modlitwy. Zamknęła oczy, przypominając sobie zdarzenia sprzed dziewięciu laty. Obrazy z tamtych dni pozostały w jej pamięci, nie zapomniała niczego. Tego strachu, tej złości i krwi, która została przelana. Gdyby tylko nie pozwoliła jej wtedy iść, nic by się nie stało. Ame otworzyła oczy. Westchnęła. Nie wiedziała, po co tu jeszcze przychodziła. Powinna zapomnieć, pogrzebać bolesne wspomnienia i rozpocząć życie od nowa. Ale to wcale nie było takie proste.
— Niezdrowo jest tak stać na deszczu. Możesz się przeziębić – usłyszała za sobą znajomy głos. Ame drgnęła, po czym zaskoczona odwróciła się. Przed nią stał uśmiechnięty Hokage z rozłożonym nad głową parasolem. Ame spojrzała w niebo. Nawet nie zauważyła, kiedy zaczęło padać.
— Niech się pan nie martwi, Hokage. Jestem silna – odezwała się dziewczyna. Nie próbowała się uśmiechnąć ani udawać, że jest radosna jak zawsze. Nie tutaj i nie teraz.
— Tak, wiem – zgodził się Naruto, spoglądając na pusty nagrobek.  — W końcu przychodzisz tutaj codziennie od dziewięciu lat. Wytrwała jesteś – Naruto uśmiechnął się do niej, po czym stanął obok dziewczyny. Podał jej parasol, a sam złożył ręce do modlitwy i pochylił się nad nagrobkiem, zamykając oczy. — To była twoja siostra, o ile dobrze pamiętam? – spytał Uzumaki po kilku minutach ciszy. Otworzył oczy, po czym przejął parasol od Ame. Dziewczyna kiwnęła głową w zamyśleniu.
— Młodsza o rok.
— Nigdy mi o niej nie opowiadałaś – zwrócił uwagę Naruto. Nie myślał o tym, czy dziewczyna weźmie go za wścibskiego. Chciał po prostu z nią porozmawiać. Ostatni raz robił to, kiedy Ame przybyła do Konohy. Miała wtedy sześć lat, była zamknięta w sobie i ponura, za dużo nie mówiła. Ciężko było wyciągnąć z niej jakiekolwiek informacje. Wiedział tylko, że miała siostrę, a  pochodziła z Kiri. Nic więcej nie chciała powiedzieć.
— Nigdy pan o to nie pytał – odpowiedziała Ame z lekkim uśmiechem. Naruto wzruszył ramionami, patrząc na dziewczynę znacząco. — Ona była… niewinna. W końcu miała tylko pięć lat. Naiwne, małe dziecko, beztroskie i radosne mimo wszystkiego, czego doświadczyła. Wtedy była moim jedynym światłem, które utrzymywało mnie przy życiu. Ale potem zapadła ciemność. Nawet nie wiem jak zdołałam dotrzeć do Konohy. Może byłam w takim szoku, że nawet nie zauważyłam dokąd idę? Sama nie wiem – Ame uśmiechnęła się smutno, patrząc na pusty nagrobek. Spochmurniała. Nienawidziła rozmawiać o swojej siostrze, bo wtedy przeszłość wracała. Ale mimo wszystko czuła potrzebę, aby komuś o tym opowiedzieć. Nie mogła wiecznie dusić w sobie tego całego żalu i bólu.
— A jej imię? Jak się nazywała? – spytał Naruto po dłużej ciszy panującej między nimi. Ame nie odpowiedziała od razu. Spojrzała Uzumakiemu prosto w oczy. Było to spojrzenie smutne, kryjące w sobie niesamowity ból.
— Nie miałyśmy  imion. Nie wiem, kiedy i gdzie się urodziłyśmy. Nie wiem, kiedy umarła. Nie wiem, kim byli nasi rodzice. Pamiętam tylko piwnicę i kraty. A potem była walka. Uciekłyśmy – powiedziała martwym głosem, po czym spuściła wzrok. Najwidoczniej uznała, że powiedziała dosyć. Naruto nie zamęczał jej już pytaniami. I tak dowiedział się więcej, niż przypuszczał. Mężczyzna spojrzał na Ame smutno. Milczał przez chwilę, wpatrując się w granitową płytę. Więc to dlatego tamtego dnia Ame nie wyjawiła imienia swojej siostry.
— Nieważne, co wydarzyło się w przeszłości. Teraz jesteś shinobi z Konohy. Masz przyjaciół i ludzi, którym na tobie zależy. Nie zamartwiaj się, ale nie zapominaj tego, co się kiedyś wydarzyło. Przeszłość jest bardzo ważna, chociaż czasem bolesna i okrutna, uczy nas i utwierdza w przekonaniu, że nic nie jest do końca złe, ale też nic nie jest do końca dobre i wieczne — Naruto uśmiechnął się szeroko. Ame spojrzała na niego zdziwiona, ale nie odezwała się. Może właśnie potrzebowała takiej rozmowy. Szczerej, nie przymuszonej, bez morałów, a przede wszystkim zwyczajnej. Bez litowania się, drwienia, obwiniania, pytania o coraz więcej rzeczy. Ame odwzajemniła uśmiech. Nagle deszcz przestał padać. Naruto złożył parasol, po czym spojrzał w niebo. Zza chmur wyszło słońce. — Pogoda to ma wyczucie chwili, prawda? – powiedział rozbawiony Naruto, zerkając znacząco na Ame. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko, po czym kiwnęła głową. — No, ja się już zbierać muszę. Obiad w domu czeka, a ja spóźniony! Hinata będzie się złościć – Uzumaki skrzywił się na wspomnienie o wściekłej żonie. Kiedy była zła, stawała się naprawdę straszna. — Powodzenia na egzaminie. Mam nadzieję, że zdacie – powiedział na pożegnanie Naruto, po czym odszedł. Ame kiwnęła głową, patrząc za odchodzącym Hokage. Spojrzała w niebo. Deszcz już chyba nie będzie dziś padać, pomyślała z uśmiechem na twarzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz