Chłopiec, na oko trzynastoletni, siedział samotnie na dachu
starego budynku. Obserwował stamtąd szare domy i obskurne sklepy oraz ludzi w
potarganych ubraniach. Ptaki wzbijały się w niebo i leciały w tylko sobie
znanym kierunku. Słońce chyliło się ku zachodowi, zabarwiając niebo na ciepłe,
barwne kolory w odcieniach czerwieni. Chłopiec miał ciemne, duże oczy oraz
brązowe, kręcone włosy, których kosmyki opadały mu na twarz. Oczy były lekko
przygaszone, jakby straciły już swój blask i radość. Wyrażały tylko smutek i
żal. Miał twarz dziecka, ale wyglądał doroślej. Spoczywała na nim ogromna
odpowiedzialność, z którą musiał sobie poradzić. Murdoc chciał innego życia.
Odwrócił się, słysząc ciche kroki. Ujrzał swojego młodszego brata, Lenarda, który stał za nim nieco przestraszony. Był to mały blondyn o równie ciemnych oczach co Murdoc. Twarz miał dziecinną i bardziej niewinną niż jego starszy brat.
— Mama będzie się niepokoić. Wracajmy – powiedział Lenard, patrząc wyczekująco na Murdoca. Lekko zniecierpliwiony wskazał drabinkę.
— Idź kupić trochę mięsa. Dołączę do ciebie – powiedział Murdoc, rzucając bratu sakiewkę z pieniędzmi. Blondyn kiwnął nieśmiało głową, po czym opuścił dach. Brunet patrzył za odchodzącym chłopczykiem, po czym wrócił do obserwacji. Uśmiechnął się smutno. — Nasza matka chyba zapomniała, że ma dzieci.
Odwrócił się, słysząc ciche kroki. Ujrzał swojego młodszego brata, Lenarda, który stał za nim nieco przestraszony. Był to mały blondyn o równie ciemnych oczach co Murdoc. Twarz miał dziecinną i bardziej niewinną niż jego starszy brat.
— Mama będzie się niepokoić. Wracajmy – powiedział Lenard, patrząc wyczekująco na Murdoca. Lekko zniecierpliwiony wskazał drabinkę.
— Idź kupić trochę mięsa. Dołączę do ciebie – powiedział Murdoc, rzucając bratu sakiewkę z pieniędzmi. Blondyn kiwnął nieśmiało głową, po czym opuścił dach. Brunet patrzył za odchodzącym chłopczykiem, po czym wrócił do obserwacji. Uśmiechnął się smutno. — Nasza matka chyba zapomniała, że ma dzieci.
— Cześć, mamo! – zawołał Lenard, wchodząc do mieszkania.
Rzucił torbę z zakupami gdzieś w kąt, po czym podbiegł do swojej matki leżącej
na kanapie. Kobieta przetarła oczy, spoglądając lekko nieprzytomna na syna.
Kiedy rozpoznała już swoje dziecko, uśmiechnęła się słabo. Usiadła i pogłaskała
blondyna po głowie.
Po chwili do mieszkania wszedł Murdoc. Zauważywszy torebkę z mięsem leżącą niedbale na podłodze, skrzywił się. Nie po to zarabiał pieniądze, żeby kupioną za nie żywność tak traktować.
— Witaj, Murdoc – przywitała go matka, tuląc do siebie młodszego z braci. Chłopak rzucił szybkie i niedbałe ‘’ cześć ‘’, po czym skierował się do kuchni. Już chwilę potem można było słyszeć odgłosy gotowania. — Może ja powinnam zacząć gotować? Ty i tak już dużo pracujesz.
— Ktoś musi utrzymać ten dom – rzekł oschle Murdoc, nie patrząc na matkę. — Poza tym, nie umiesz gotować.
— Nauczę się.
— A może znajdziesz pracę? To też byłoby przydatne – syknął ze złością brunet, krojąc coś na desce. Zapadło milczenie. Było słychać tylko odgłosy w kuchni i ciche chrapanie Lenarda, który usnął w ramionach matki. Kobieta głaskała syna po głowie. — Może odbierałabyś Len’a ze szkoły?
— Po co? Przecież zawsze wraca sam.
Murdoc westchnął. Miał dość tego całego cyrku. Chciał się stąd wyrwać, uwolnić od młodszego brata, którego musiał niańczyć i wiecznie nieodpowiedzialnej matki. Wszystko robił sam- gotował, zarabiał, sprzątał. Lenard nigdy mu nie podziękował, tylko lgnął do rodzicielki, która nic dla niego nie robiła.
— Nie rozumiesz, prawda? – Murdoc odwrócił się i spojrzał na kobietę. — Może Lenard byłby szczęśliwy? Może sprawiłabyś mu tym przyjemność? Nie pomyślałaś o tym? – spytał z niedowierzaniem, patrząc na matkę ze złością. Po chwili wrócił do robienia obiadu. Znowu zapadła głucha cisza. Każdy dzień był taki sam, nic się nie zmieniało.
— Wiesz, że mi ciężko – powiedziała po chwili kobieta, wzdychając. Zdenerwowany Murdoc wbił nóż kuchenny w deskę do krojenia, po chwili zrzucając przedmioty na ziemię. Odwrócił się w stronę zaskoczonej matki.
— Tobie ciężko? Tobie?! A co ja mam powiedzieć? Mam trzynaście lat, powinienem właśnie spotkać się z przyjaciółmi, bawić się, śmiać, nie przejmować jutrem albo czy starczy na obiad na następny dzień! Powinienem być beztroski! To ty sprawiłaś, że taki się stałem! I ty mi mówisz, że jest ci ciężko?!
W oczach Murdoca pojawił się gniew, mieszany z żalem do kobiety. Nienawidził swojego życia i rodziny, kiedy powinno być odwrotnie. Nie miał nikogo, z kim mógłby o tym porozmawiać. Cała jego przyszłość była w rozsypce, wyniszczało go to od środka. Miał dość. Po prostu chciał być normalny. Tylko tyle potrzebował.
Po chwili do mieszkania wszedł Murdoc. Zauważywszy torebkę z mięsem leżącą niedbale na podłodze, skrzywił się. Nie po to zarabiał pieniądze, żeby kupioną za nie żywność tak traktować.
— Witaj, Murdoc – przywitała go matka, tuląc do siebie młodszego z braci. Chłopak rzucił szybkie i niedbałe ‘’ cześć ‘’, po czym skierował się do kuchni. Już chwilę potem można było słyszeć odgłosy gotowania. — Może ja powinnam zacząć gotować? Ty i tak już dużo pracujesz.
— Ktoś musi utrzymać ten dom – rzekł oschle Murdoc, nie patrząc na matkę. — Poza tym, nie umiesz gotować.
— Nauczę się.
— A może znajdziesz pracę? To też byłoby przydatne – syknął ze złością brunet, krojąc coś na desce. Zapadło milczenie. Było słychać tylko odgłosy w kuchni i ciche chrapanie Lenarda, który usnął w ramionach matki. Kobieta głaskała syna po głowie. — Może odbierałabyś Len’a ze szkoły?
— Po co? Przecież zawsze wraca sam.
Murdoc westchnął. Miał dość tego całego cyrku. Chciał się stąd wyrwać, uwolnić od młodszego brata, którego musiał niańczyć i wiecznie nieodpowiedzialnej matki. Wszystko robił sam- gotował, zarabiał, sprzątał. Lenard nigdy mu nie podziękował, tylko lgnął do rodzicielki, która nic dla niego nie robiła.
— Nie rozumiesz, prawda? – Murdoc odwrócił się i spojrzał na kobietę. — Może Lenard byłby szczęśliwy? Może sprawiłabyś mu tym przyjemność? Nie pomyślałaś o tym? – spytał z niedowierzaniem, patrząc na matkę ze złością. Po chwili wrócił do robienia obiadu. Znowu zapadła głucha cisza. Każdy dzień był taki sam, nic się nie zmieniało.
— Wiesz, że mi ciężko – powiedziała po chwili kobieta, wzdychając. Zdenerwowany Murdoc wbił nóż kuchenny w deskę do krojenia, po chwili zrzucając przedmioty na ziemię. Odwrócił się w stronę zaskoczonej matki.
— Tobie ciężko? Tobie?! A co ja mam powiedzieć? Mam trzynaście lat, powinienem właśnie spotkać się z przyjaciółmi, bawić się, śmiać, nie przejmować jutrem albo czy starczy na obiad na następny dzień! Powinienem być beztroski! To ty sprawiłaś, że taki się stałem! I ty mi mówisz, że jest ci ciężko?!
W oczach Murdoca pojawił się gniew, mieszany z żalem do kobiety. Nienawidził swojego życia i rodziny, kiedy powinno być odwrotnie. Nie miał nikogo, z kim mógłby o tym porozmawiać. Cała jego przyszłość była w rozsypce, wyniszczało go to od środka. Miał dość. Po prostu chciał być normalny. Tylko tyle potrzebował.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz