Ginny nigdy nie przeżyła takiego wstrząsu. Nie pomyślała, że ktokolwiek z
jej rodziny może umrzeć, nadal nie dopuszczała do siebie takiej myśli, a
jednak dowód miała tuż przed sobą. Martwe ciało jej brata, George'a
Weasley'a. Nie wiedziała jak powinna zareagować. Miała płakać, krzyczeć z
rozpaczy czy może milczeć i cierpieć w samotności, po cichu? Słyszała
szloch matki i Ronalda, który pochylał się nad trupem. Czemu tylko ona
stała i nie reagowała? Czuła się tak, jakby ktoś ją spetryfikował.
Chciała coś zrobić, choćby ruszyć ręką, ale jakaś siła wyższa nie
pozwalała jej na to.
- W porządku, Ginny? - usłyszała za sobą tak dobrze znany jej głos.
Odwróciła się i zobaczyła Harry'ego, który spoglądał na nią
zaniepokojony. Może tylko jej się wydawało, ale dostrzegła w oczach
Wybrańca pustkę, jakby i on nie wiedział, co ma zrobić.
Chciała coś powiedzieć, ale żadne słowa nie mogły przejść jej przez
gardło. Pokiwała tylko głową. Mimo, że się rozstali, on nadal się
martwił. Może powinno ją to pocieszyć, ale tylko spotęgowało wrażenie,
że jest z nią coś nie tak.
Odwróciła się do niego plecami, chcąc uniknąć spojrzenia Harry'ego. Nie
chciała litości czy pocieszenia. Słowa były tu zbędne, co mógł
powiedzieć? Oklepane teksty w stylu " nie przejmuj się " lub " będzie
dobrze "? Ale Harry nic nie powiedział. Najwyraźniej wiedział, że nic
nie zdoła zdziałać. Hermiona pociągnęła go za rękaw i oboje oddalili się
od nich.
Ginny przeniosła swój wzrok na Freda. To chyba on najbardziej cierpiał.
Wiedziała to, mimo iż nie płakał. Był podobny do niej. Otępiały, wciąż
nie rozumiejąc, co się właściwie wydarzyło, nie chcąc dopuścić do siebie
myśli o śmierci tak bliskiej mu osoby. Zacisnęła dłonie w pięści i
zrobiła kilka kroków.
Chwilę później usiadła obok niego. Fred nie zareagował. Nie spojrzał na
nią, nie drgnął, nie powiedział nic. Trwali tak chwilę w ciszy, nie
rozmawiając.
Ginny nie starała się nawiązać z nim kontaktu. Człowiek czasem potrzebuje się tak zawiesić, pomyśleć, pocierpieć w milczeniu.
W końcu ktoś przyszedł. Zabrał ciało. Cała rodzina od razu pospieszyła
za sanitariuszem, oprócz Ginny i Freda. Oboje siedzieli obok siebie,
nadal nie odzywając się ani słowem, ciągle wpatrując się w podłogę.
- Umarł - odezwał się w końcu starszy Weasley. Jego głos był ochrypły,
mówił cicho, jakby w amoku. Ginny pokiwała głową, po czym ścisnęła jego
rękę. Trwali tak przez kilka minut. Tak musiało być. Czasem cisza wyraża
więcej uczuć niż słowa, tak było w ich przypadku. Rozumieli się. Nie
musieli nic mówić, chociaż niektóre myśli trzeba wypowiedzieć na głos,
żeby się co do nich upewnić, że są i istnieją. Może łatwiej się z nimi
pogodzić, może sprawiają nam więcej cierpienia.
Fred położył głowę na ramieniu siostry, a już chwilę później rozległ się
jego szloch. Ginny przytuliła go i ścisnęła najmocniej, jak potrafiła.
Ona też nie potrafiła powstrzymać łez, które zaczęły wypływać z jej
oczu. Oboje płakali, bo stracili brata, bardzo ważną dla nich osobę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz