niedziela, 17 maja 2015

Ciemna strona-Rozdział I

Agnieszka Kras była kobietą z klasą, niezwykle piękną, a również niebezpieczną. Uwielbiała chodzić do drogich restauracji z mężczyznami, którzy posiadali wpływy i pieniądze. Tacy byli najłatwiejsi do upolowania. Wystarczyło tylko założyć krótką, nieco przyciasną czerwoną sukienkę, która odkrywałaby zgrabne nogi kobiety i eksponowała biust. Do tego dodać krwistoczerwone usta, rzęsy pomalowane czarnym tuszem i uwodzicielski, tajemniczy uśmiech. Czasem nachylić się nad stolikiem, aby zachęcić mężczyznę do zwierzeń, założyć nogę na nogę, ciągle patrząc mu w oczy.
Tym razem ofiarą pani Agnieszki był przysadzisty mężczyzna w eleganckim garniturze. Siedział naprzeciwko pani Kras w drogiej restauracji, starając się nie patrzeć na pokaźny biust jasnowłosej.
Warto wspomnieć, że '' partner ''kobiety był jednym z tych ohydnych, zboczonych mężczyzn, z których łatwo wydobyć informacje.
- A więc, panie Chrust, czym się pan zajmuje? - spytała po chwili, biorąc łyk swojego martini. Mężczyzna oderwał wzrok od biustu blondynki i spojrzał na nią głupkowato. Kobieta uniosła brwi w geście oczekiwania. Chrust natychmiast się zreflektował, uśmiechając się uprzejmie.
- Jestem szefem mafii, przynajmniej tak bym powiedział.
- Oh, interesujące. - Kobieta uśmiechnęła tajemniczo, choć jej wzrok pozostawał zimny. - Znam wielu bossów, szefów gangów i innych tego typu ludzi. Wszyscy bardzo wpływowi, bogaci i z klasą. Jestem zaszczycona spotkaniem z panem.
- Kiedy zaprosiłem panią na kolację pomyślałem, że nie warto mówić o moim zawodzie, ale stwierdziłem, że jak już jestem z taką piękną kobietą to powiem prawdę.
- Słusznie pan zrobił. - Kras uśmiechnęła się uprzejmie, zapalając papierosa. Zaciągnęła się, po czym wypuściła dym z ust. - Czym zajmuje się pański gang?
 - To tajemnica - odrzekł mężczyzna, biorąc łyk whisky. Kobieta nachyliła się nad stołem, oparła się na łokciu i posłała Chrustowi uwodzicielski uśmiech.
- Chcę mieć pewność, że nie zrobi pan czegoś niestosownego. Jest pan zabójcą? Gwałcicielem? Czemu pan to ukrywa?
- Jestem czysty jak łza, pani Kras. Zapewniam panią.
- Nalegam - powiedziała miękko kobieta, zakładając nogę na nogę. Krótka sukienka nie zdołała zakryć ud blondynki, co mężczyzna wykorzystał i zerknął. Uśmiechnął się ze zrozumieniem.
- Niech mi pani najpierw powie czym się pani zajmuje. Wtedy podzielę się z panią informacjami o mojej pracy.
- Dobrze się z panem robi interesy. - Kobieta posłała mężczyźnie znaczący uśmiech, po czym wyprostowała się, znowu się zaciągając. Wypuściła dym z ust i zastanowiła się chwilę. - Nie pracuję. Moja zmarła babka zostawiła mi dosyć duży spadek. W wolnych chwilach spotykam się z ludźmi sukcesu takimi jak pan i piję z nimi kawę. Teraz pana kolej.
- Mój gang zajmuje się handlem narkotykami.
Kobieta zamilkła na chwilę, biorąc łyk martini. Znowu zaciągnęła się papierosem.
Wyciągnij z niego lokalizację towaru, rozległ się głos w małej, czarnej słuchawce, którą kobieta miała w uchu.
- Ma pan jakąś konkretną kryjówkę na ten cały towar? Musi być go sporo - stwierdziła kobieta. Mężczyzna pokiwał głową.
- O tak, jest go całkiem dużo. - Mężczyzna wziął łyk whisky, po czym odstawił szklankę na stolik. Spojrzał uważnie na kobietę, po czym uśmiechnął się. - Ale myślę, że nie zainteresuje pani miejsce, gdzie towar jest ukryty. W końcu ta informacja nie jest pani potrzebna, prawda?
- Jestem otwarta na nową wiedzę i nowe informacje. Mam kontakty w różnych miejscach i wiem pewne rzeczy. - Chrust drgnął, spojrzał na Kras z zainteresowaniem, ale się nie odezwał. - I lubię seks.
- Seks? - powtórzył powoli mężczyzna, jakby napawając się dźwiękiem tego słowa. Kobieta uśmiechnęła się znacząco. Teraz powinno być prosto, pomyślała.
- Informacje, panie Chrust, informacje. Zaproszę także moje koleżanki.
- Chyba nie mam wyboru. - Mężczyzna uśmiechnął się lubieżnie. Wziął kolejny łyk whisky, rozkoszował się tym smakiem przez chwilę, po czym nachylił się. - Opuszczona fabryka w Ciechanowie. Wie pani, z ćpunami to łatwo się handluje, a towar sprzedaję za podwójną cenę za granicą.
- Bardzo mądrze. To chyba dobry interes, jak przypuszczam?
- Opłacalny, owszem. A teraz pozwoli pani, że zapłacę i zamówię nam pokój? - spytał, ale nie oczekiwał żadnej odpowiedzi. Rzucił kilka banknotów na stół, wstał i ubrał płaszcz. Zawołał kelnera, który trzymał kurtkę kobiety. Kras wstała, uśmiechnęła się do mężczyzny mówiąc, żeby zaczekał na zewnątrz. Chrust kiwnął głową, jednak zamiast opuścić lokal stanął w drzwiach.
Kelner założył płaszcz na ramiona kobiety. Chrust obserwował ją z daleka, więc nie mogła pozwolić sobie na błąd.
- Co mam z niego wydobyć? - spytała cicho, ledwo poruszając ustami.
- Gdzie znajduje się ta fabryka, takich budynków jest tam dużo - odpowiedział kelner, odsuwając się nieco od Kras. Kobieta odwróciła się i sięgnęła po swoją kopertówkę, leżącą na stole.Rzuciła ukradkowe spojrzenie na młodego mężczyznę. Uśmiechnęła się do niego czarująco.
- Jeszcze się spotkamy, Czarny - rzuciła na koniec, po czym wyszła z lokalu razem z Chrustem. Kelner patrzył za nią, aż całkowicie nie zniknęła mu z pola widzenia.
Barman rzucił mu spojrzenie pełne dezaprobaty kiedy kelner mimowolnie na niego spojrzał. Czarny zignorował to i wyszedł na zaplecze.
- Podać panu coś jeszcze? - zwrócił się barman do chłopaka, który siedział przy barku. Klient miał krótkie, ciemnobrązowe włosy oraz tego samego koloru oczy. Na głowie miał czerwoną, hip-hopową czapkę, odwróconą daszkiem do tyłu. Zamówił tylko piwo.
- Nie, zapłacę - odpowiedział chłopak, kładąc na ladzie banknot. - Reszty nie trzeba.
Wstał i, nie oglądając się na boki, ruszył w kierunku wyjścia. Otworzył drzwi i opuścił lokal.

Chłopak w czerwonej czapce wyjął z kieszeni komórkę, wykręcił numer i zadzwonił.
- Tutaj Sowa - rozległ się głos w słuchawce.
- Z tej strony Smok. Cel wyszedł z kobietą. Idę za nimi - powiedział chłopak, ściszając głos.
- Zachowaj bezpieczną odległość. Patyk już czeka. Jest z nim Kobra, wkroczy do akcji, jeśli coś ci się stanie.
- Dzięki, że we mnie wierzysz - zażartował Smok, lekko się uśmiechając. Po drugiej stronie słuchawki dało się słyszeć westchnięcie, a potem kilka przekleństw. - Pytanie tylko, co mam robić. Tam jest kobieta.
Rozmówca milczał, w tle słychać było rozmowy i gwar.
Sowa zastanawiał się nad posunięciem swojego żołnierza. Co by zrobił Iglak? Nie może jej puścić wolno, ale niczym nie zawiniła, a przynajmniej o niczym nie wie, a oni ludzi w niewolę nie biorą.
- Sowa? - Zniecierpliwił się Smok. Czarny przedmiot ciążył mu w kieszeni, nie mógł już wytrzymać, chciał dostać rozkaz, wykonać go i wrócić do domu na wieczorną popijawę ze znajomymi. Czemu jego dowódca tak się ociąga?!
- Dwa razy X - zadecydował, po czym od razu się rozłączył. Smok spojrzał z niedowierzaniem na ekran telefonu. Uznał, że Sowa to gnój i skurwysyn, bo rozłącza się ot tak, bez żadnego pożegnania i jeszcze w tak ważnej sprawie. Chociaż Sowa robił tak zawsze. Gdy nie wiedział czy działa słusznie lub gdy miał jakiekolwiek wątpliwości, odkładał słuchawkę.
Smok przeniósł wzrok na parę ludzi przed nim aby upewnić się, czy wciąż tam są i idą przed nim, a nie nagle skręcili w jakąś uliczkę gdy nie patrzył. Na klawiaturze telefonu wystukał wiadomość tekstową i wysłał ją do Kobry.
Zobaczył magazyn, przy którym misja miała się dla niego zakończyć. Nabrał powietrza w płuca i zaczął biec w kierunku pary ludzi.
- Przepraszam państwa! - zawołał, na co mężczyzna i kobieta odwrócili się. Smok dobiegł do nich, wziął kilka głębokich wdechów i dał znak, żeby dali mu chwilę odetchnąć.
- Czym mogę panu służyć? - zagadnął Chrust niecierpliwie. Spojrzał ze złością na chłopaka, którego najchętniej by się pozbył. Jeden strzał i byłoby po wszystkim, ale niestety nie wziął ze sobą gnata. Kobieta spojrzała na Smoka z zainteresowaniem i sympatią. Lepsze stanie na mrozie z przystojnym, młodym chłopcem niż noc z Chrustem.
- Jestem pana fanem! Wie pan, kupuję dla mojego kuzyna narkotyki, bo jest ćpunem, idiota jeden, ale tylko od pana. Zawsze dobrej jakości i w ogóle, tak przynajmniej mówi mój kuzyn oczywiście. Czy mógłbym prosić o autograf? - spytał z entuzjazmem. Zachowywał się jak dziecko, które dostało nową zabawkę albo zobaczyło ciasto czekoladowe i prosiło właśnie swoją matkę o kupno.
Chrust spojrzał na chłopaka ze zdziwieniem. Stał chwilę w szoku, ale po kilku sekundach opanował się i uśmiechnął. Wypiął dumnie pierś i wygłosił swoją aprobatę dla tego kuzyna i dla Smoka, bo dobry ma gust.
- Gdzie podpisać?
- Och, tutaj, na kartce! - Smok podał Chrustowi kartkę papieru, podstawkę i długopis. Kras zadziwiło takie przygotowanie młodego mężczyzny, ale mile połechtany mężczyzna nie widział w tym nic szokującego. Z lekkim uśmiechem złożył swój podpis na papierze i oddał Smokowi. - Jeszcze na ręce, moi koledzy będą mi zazdrościli.
Chrust, chyba jeszcze bardziej z siebie dumny i zadowolony, zgodził się. Chłopak podwinął rękaw i zbliżył się nieco Chrusta, aby mężczyzna mógł się podpisać na jego przedramieniu. Kobieta uśmiechnęła się pod nosem. Nagle przypomniała sobie, że chyba nie zabrała portfela. Otworzyła swoją kopertówkę i zaczęła szukać. Mimowolnie jej wzrok powędrował wyżej, na wybrzuszenie w bluzie chłopaka. Zatrzymała tam spojrzenie i zdała sobie sprawę, co zaraz będzie się działo. Przeniosła swój wzrok na dumnego i zadowolonego Chrusta, po czym na rozweselonego chłopaka. Zamknęła kopertówkę i rzuciła się biegiem, skręcając w jakąś uliczkę.
Smok zaklął pod nosem, wolną ręką sięgnął po pistolet. Przyłożył broń pod brodę mężczyzny i pociągnął za spust. Rozległ się huk, Chrust padł na ziemię nieruchomy. Smok zapukał trzy razy w drzwi magazynu, po czym rzucił się biegiem za kobietą.

Kras biegła najszybciej jak mogła, a było to trudne zważywszy na jej szpilki. Po chwili zdjęła buty, porzucając je gdzieś po drodze. Teraz biegła na na bosaka, kalecząc stopy o kamienie i odłamki szkła. Przed sobą widziała światła latarni. Uśmiechnęła się pod nosem, czując nagła ulgą. Jeśli wybiegnie opuści teraz ten zaułek znajdzie się w centrum miasta, a o tej porze ruch był jeszcze całkiem spory.
Lecz przejście zagrodził jej samochód, który stanął.  Kobieta nadal biegła, była pewna, że oni jej pomogą, ale zobaczyła jak mężczyzna wysiadający z samochodu miał broń. Zatrzymała się, szukając w panice jakichś kryjówek. Niestety, nie było tam żadnych drzwi czy dodatkowych uliczek. Jeśli wróci, złapią ją, jeśli pójdzie dalej, zrobią to tak czy inaczej.

Smok dobiegł do Kobry, który wykręcił ręce kobiety i przyłożył broń do jej głowy. Kobra, który był facetem po czterdziestce, miał czarne, postrzępione włosy i ciemnozielone oczy, wyrażające spokój i opanowanie.
- Idiota - stwierdził Kobra, kręcąc głową z politowaniem. Spojrzał na Smoka z dezaprobatą i westchnął, jakby jakieś mało dziecko znowu pobrudziło łazienkę. Smok prychnął mierząc Kobrę wściekłym spojrzeniem. - Nie potrafisz wykonać tak prostej roboty?
- Uciekła - mruknął chłopak.
- Zauważyłem. W przeciwieństwie do ciebie umie biegać - skomentował zimno Kobra. Mężczyzna popchnął kobietę na ziemię. Kras upadła twarzą do kostki brukowej, nie ruszając się ani o milimetr. Mężczyzna westchnął. Zapukał w okno samochodu, które po chwili otworzyło się.
W aucie siedział Patyk. Dosyć gruby jegomość z dużym brzuchem i pulchną twarzą. Był przed czterdziestką. Włosów na głowie nie posiadał, za to brodę miał długą i gęstą. Oczy jego miały kolor piwny. Zazwyczaj pełnił funkcję kierowcy. Potrafił latać samolotem oraz helikopterem, kierować pojazdami lądowymi oraz wodnymi.
- Patyk! - warknął Kobra, bo Patyk nie miał zamiaru opuścić auta ani nawet pofatygować się do okna.
- Mów, mów, słucham was - mruknął mężczyzna, przeglądając Playboya. Co chwilę uśmiechał się lubieżnie i mruczał coś pod nosem.
- Załatwiłeś Chrusta? - spytał Kobra. Smok kiwnął głową, patrząc z zazdrością na beztroski tryb życia Patyka. Smok lubił Patyka, a Patyk lubił Smoka. Miał u niego luzy i chyba tylko Patyk rozumiał, czym jest młodość, jej konsekwencje, ale i przyjemności i potrzeby. Może dlatego, że Patyk sam zachowywał się jak niedojrzały nastolatek napędzany pożądaniem do kobiet. - Zapukałeś w drzwi magazynu?
- Tak, dokładnie trzy razy.
- Trzy? Nie, miałeś zapukać dwa razy szybko i trzy wolno. - Kobra westchnął, przykładając dłoń do czoła. Policzył do dziesięciu, aby się uspokoić i nie wybuchnąć. Chciał się rzucić na Smoka, na Patyka i na przypadkowych przechodniów żeby ich zabić, aby odreagować. - Czyli Słoma, Jurand i Kula zwiali. Świetnie. Dobra, zajmiemy się tym później. Jakie dostałeś rozkazy odnośnie tej kobiety?
- Zabić - odpowiedział po dłuższym milczeniu Smok. Kobra podał mu broń, ale chłopak jej nie wziął. - Nie zabijam kobiet, Kobra. Nie potrafię.
Mężczyzna spojrzał na niego ze zrozumieniem, cofając swoją rękę z pistoletem. Odbezpieczył broń i skierował lufę gnata na głowę kobiety. Kras dyszała ciężko, bała się, nie chciała teraz umrzeć.
Mężczyzna strzelił dwa razy, ale huku nie było słychać.
- Ciche naboje - wytłumaczył Kobra, widząc pytające spojrzenie Smoka. Ten tylko kiwnął głową, uśmiechnął się słabo i natychmiast zmarkotniał, widząc martwe ciało kobiety.
- Patyk, pojedź po ciało Chrusta - zwrócił się Kobra do kierowcy. Patyk odłożył gazetę i uruchomił silnik. - Młody, jedziesz z nim.
Smok spojrzał na Kobrę z wdzięcznością. Otworzył drzwi samochodu i wsiadł. Patyk zmarkotniał, miał teraz bardzo poważny wyraz twarzy. Nie lubił takich sytuacji. Nikt nie lubił, szczególnie on.
Samochód ruszył.
W aucie panowała grobowa cisza. Smok co chwilę instruował Patyka, którędy ma jechać, bo musieli ruszyć naokoło. Jednak większość czasu chłopak wpatrywał się w widok za oknem. Magazyny, budynki, magazyny, zamknięte sklepy, obskurne lokale i znowu magazyny. Patyk spoglądał na Smoka z niepokojem i smutkiem.
- Czasem nie masz wyboru, chłopaku - odezwał się po chwili kierowca. - Robisz to, co musisz. Pochwalam twoje podejście do całej tej sprawy, ale musisz się nauczyć to robić. Kiedyś przyjdzie taki czas. Będziesz miał do wyboru życie lub śmierć. Będziesz musiał zdecydować, kogo uratować - tutaj zamilkł. Znowu grobowa cisza. Patyk nagle posmutniał, jakby się postarzał.
- Masz na myśli swoją żonę i córkę? - spytał Smok bez cienia złośliwości czy odegrania się. Wiedział, że to nie jest dla Patyka przyjemny temat, ale nie mógł się powstrzymać. Patyk uśmiechnął się słabo. Zbladł, nie odpowiedział.
Ta rana pozostała otwarta mimo upływu lat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz