Julia Jamie Witkowska wsiadła do autobusu, który chwilę temu
zatrzymał się na przystanku. Skasowała bilet, przy okazji rozglądając się za
jakimś wolnym miejscem. Usiadła na samym tyle pojazdu, obok staruszki z
zakupami, uśmiechając się głupawo, kiedy kobieta zaczęła mówić. Wkrótce Julia
doczekała się równie ciekawych co partyjka szachów opowiastek o chorobach
zakaźnych i starczych, takich jak reumatyzm, którego objawy staruszka
szczegółowo opisywała. Niedługo potem miała wątpliwą przyjemność wysłuchiwania
narzekań na młodzież, której tylko seks i narkotyki w głowie. Dziewczyna nie
chciała być niegrzeczna, więc czekała, aż kobieta na chwilę zamilknie, a wtedy
ona szybko założy słuchawki i włączy muzykę, dzięki czemu kobieta powinna się
odczepić. Niestety, starsza pani miała chyba jakiś kompleks, więc nawijała i
nie zapowiadało się na szybki koniec.
Julia opadła na oparcie krzesła, kiwają od czasu do czasu
głową. Modliła się, żeby ktoś jak najszybciej zrobił jakąś zadymę, mógł tu
nawet wpaść niedźwiedź, wszystko, byleby tylko przestała ględzić.
Po kilku minutach Julia wyłączyła się zupełnie, lustrując
ludzi siedzących w autobusie.
Blondynka o niezwykłej urodzie, ubrana w zwiewną sukienkę,
siedziała przy oknie, naprzeciwko Jamie. Azjata o dziwnie dużych oczach oraz
brązowych, nastroszonych włosach siedział naprzeciwko starszej pani. Dalej
widziała chłopaka z zielonym irokezem, który stał niedaleko kasownika biletów,
przy drzwiach. Rudowłosa dziewczyna stała obok kierowcy i coś do niego mówiła,
nie przejmując się zakazem rozmowy z prowadzącym pojazd. Był też szatyn, który
obserwował poczynania rudej, siedząc niedaleko.
— No i jeszcze ta uczelnia, Greendale! – powiedziała
staruszka wzburzona na samą myśl o znienawidzonym college’u. Julia ożywiła się,
przestała spoglądać na ludzi w autobusie z minimalnym zainteresowaniem i
zaczęła uważniej słuchać kobiety.
— Greendale? Ta
szkoła, tak? Co może mi pani o niej powiedzieć? Dopiero się tu przeprowadziłam
– wytłumaczyła, widząc zainteresowanie na twarzy starszej pani. Kobieta
uśmiechnęła się ze zrozumieniem. Cieszyła się, że ta młoda osoba w końcu coś
powiedziała, bo staruszka myślała, że Julia ją ignoruje i już miała zamilknąć,
ale oto dziewczyna dała znak!
— To college dla wszystkich, jeśli wiesz, moja droga, co mam
na myśli. Są tam wieczni studenci, którzy już dawno skończyli sześćdziesiąt
lat, ale także osoby młode, niezbyt ambitne lub po prostu takie, z którymi nikt
nie umie sobie poradzić. Chodzą tam wszyscy, różne rzeczy się dzieją w środku,
nauczyciele nie mają licencji, a do przedmiotów można zaliczyć… Em… jak to
było? A, tak! Zaawansowane wstrzymywanie oddechu! Jako przedmiot, wyobrażasz to
sobie? Coś nieprawdopodobnego! Ta szkoła to jeden wielki żart! Bitwy
Paintballowe, walka Poduszkowego Fortu z Fortem z Koców, zabawa w Lawę! To
uczelnia czy cyrk, ja się pytam?! – Staruszka już nie panowała nad swoim
oburzeniem, zapomniawszy, że powinna wykorzystać daną jej szansę na opowiastki
o swoich wnukach, którzy stoczyli się na samo dno i nie chcą jeść jej ciasta.
— Jest pani pewna? Pani Shirley Bennet, koleżanka mojego
taty mówiła, że to najlepsza uczelnia na świecie!
— Najlepsza? Proszę cię, kochanie! Na ich fladze jest
rysunek odbytu, tylko zręcznie przemianowany na kwiat! Miejski college, to jest
coś! Od dawna ze sobą rywalizują ale łatwo zgadnąć, kto wygra! – Staruszka
wzięła głęboki oddech, próbując opanować swój gniew. Zamknęła oczy, poprawiła
torebkę i odchrząknęła, ale najwyraźniej była zadowolona z młodego słuchacza.
Osoby, którymi Jamie wcześniej się zainteresowała, zwróciły
uwagę na mowę kobiety. Blondynka, która trzymała w rękach otwartą książkę,
zaczęła się w przedmiot intensywnie wpatrywać, ale nie czytała. Azjata, który
znudzony oglądał widok za oknem, zerknął na staruszkę. Chłopak z irokezem,
który słuchał muzyki, teraz zdjął słuchawki. Ruda przestała rozmawiać z
kierowcą, udając, że próbuje wymyślić jeszcze jakiś temat do rozmowy, a szatyn
zaczął robić coś na komórce, najwyraźniej pisząc wyimaginowaną wiadomość i
klikając bez celu w klawisze.
— Czyli nie lubi pani Greendale? – spytała po chwili Julia,
przerywając panujące milczenie. Może kilkanaście minut wcześniej zdzieliłaby
samą siebie po głowie za namawianie staruszki do rozmowy, ale teraz to się
zmieniło. To Kolorado, kobieto, nie jakaś wieś w Minnesocie, nie bądź
przesadnie miła, nie myśl o przyszłości, tylko idź naprzód, bez planów, bez
strategii, ryzykuj, spontanicznie idź dalej!
— Czy nie lubię? Nigdy nie chciałabym nawet rozmawiać z
uczniem Greendale! Nawet gdyby był nowy w okolicy i nie wiedział, w co się
pakuje. Zapisujesz się, stajesz się taki jak oni! – prychnęła staruszka,
krzywiąc się na samą myśl o rozmowie z idiotą z Greendale pod dowództwem
dziekana Craiga Peltona.
— Pani plany chyba wzięły w łeb – zaczęła Julia z niewinnym
uśmieszkiem. Kobieta spojrzała na nią, nie rozumiejąc sensu tej wypowiedzi.
Jamie widząc jej zdziwienie, tylko uśmiechnęła się szerzej, a w jej oczach
pojawił się błysk.
— Dlaczego tak uważasz? Och, jeśli chcesz przeciągnąć naszą
rozmowę, nie musisz mnie tak podpuszczać! – zawołała rozbawiona staruszka,
kiwając z politowaniem głową. Julia pomyślała, że prędzej polubiłaby Luke’a
Skywalkera i Frodo Bagginsa niż chciała przedłużyć ich pogawędkę, z której
zadowolona była tylko jedna strona, a nie był to ani kierowca autobusu, ani
ona, ani mucha, która siedziała na oknie i nie ruszała się, jakby zahipnotyzowana
nudnymi wykładami kobiety. Nawet kasownik do biletów trochę posmutniał i
zmarkotniał, choć było to fizycznie niemożliwe.
— Jeśli chciałabym przedłużyć naszą rozmowę to tylko podczas
apokalipsy zombie, gdzie pani ględzenie byłoby jedyną bronią na zamęczenie
zombie, które chyba wolałyby same się zniszczyć, niż tego wszystkiego słuchać.
Przy okazji, wysiadam tutaj – zakończyła Julia, gdy autobus zatrzymał się na
przystanku przy Greendale. Dziewczyna wstała, porwała swoją torbę i wyszła z
pojazdu z dumnie uniesioną głową. Staruszka patrzyła za nią zaskoczona, ale po
chwili dotarło do niej, w jaki sposób została potraktowana, więc prychnęła pod
nosem i coś mruknęła. Blondynka schowała książkę do torby, wstała, zmierzyła
kobietę pogardliwym spojrzeniem, po czym wyszła. Azjata ruszył się z miejsca,
podszedł do staruszki i niby przypadkiem kopnął jedną z siatek, której
zawartość wylądowała na podłodze. Nie obejrzał się za siebie, tylko wyszedł.
Chłopak z irokezem tylko uśmiechnął się pod nosem, założył słuchawki i opuścił
pojazd. Szatyn chyba nie załapał aluzji innych, ale podszedł do kobiety.
– Chodziło jej o to, że ona należy do Greendale i wkurzyło
ją, co pani mówiła o tej uczelni, a pani plany wzięły w łeb, bo nie chciała
pani rozmawiać z uczniami Greendale, ale pani to zrobiła i…
— Wiem, do cholery jasnej! – fuknęła rozdrażniona staruszka,
a chłopak uniósł ręce w obronnym geście i wyszedł.
— Dobra, Max, dam ci dwadzieścia dolarów, jak zawieziesz tą
wkurzającą babę jak najdalej od jej miejsca zamieszkania – odezwała się ruda do
kierowcy, który tylko wziął banknot i kiwnął głową. Dziewczyna uśmiechnęła się
porozumiewawczo, wysiadając z autobusu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz