piątek, 29 maja 2015

Prolog (Greendale College)


Julia Jamie Witkowska wsiadła do autobusu, który chwilę temu zatrzymał się na przystanku. Skasowała bilet, przy okazji rozglądając się za jakimś wolnym miejscem. Usiadła na samym tyle pojazdu, obok staruszki z zakupami, uśmiechając się głupawo, kiedy kobieta zaczęła mówić. Wkrótce Julia doczekała się równie ciekawych co partyjka szachów opowiastek o chorobach zakaźnych i starczych, takich jak reumatyzm, którego objawy staruszka szczegółowo opisywała. Niedługo potem miała wątpliwą przyjemność wysłuchiwania narzekań na młodzież, której tylko seks i narkotyki w głowie. Dziewczyna nie chciała być niegrzeczna, więc czekała, aż kobieta na chwilę zamilknie, a wtedy ona szybko założy słuchawki i włączy muzykę, dzięki czemu kobieta powinna się odczepić. Niestety, starsza pani miała chyba jakiś kompleks, więc nawijała i nie zapowiadało się na szybki koniec.
Julia opadła na oparcie krzesła, kiwają od czasu do czasu głową. Modliła się, żeby ktoś jak najszybciej zrobił jakąś zadymę, mógł tu nawet wpaść niedźwiedź, wszystko, byleby tylko przestała ględzić.
Po kilku minutach Julia wyłączyła się zupełnie, lustrując ludzi siedzących w autobusie.
Blondynka o niezwykłej urodzie, ubrana w zwiewną sukienkę, siedziała przy oknie, naprzeciwko Jamie. Azjata o dziwnie dużych oczach oraz brązowych, nastroszonych włosach siedział naprzeciwko starszej pani. Dalej widziała chłopaka z zielonym irokezem, który stał niedaleko kasownika biletów, przy drzwiach. Rudowłosa dziewczyna stała obok kierowcy i coś do niego mówiła, nie przejmując się zakazem rozmowy z prowadzącym pojazd. Był też szatyn, który obserwował poczynania rudej, siedząc niedaleko.
— No i jeszcze ta uczelnia, Greendale! – powiedziała staruszka wzburzona na samą myśl o znienawidzonym college’u. Julia ożywiła się, przestała spoglądać na ludzi w autobusie z minimalnym zainteresowaniem i zaczęła uważniej słuchać kobiety.
— Greendale?  Ta szkoła, tak? Co może mi pani o niej powiedzieć? Dopiero się tu przeprowadziłam – wytłumaczyła, widząc zainteresowanie na twarzy starszej pani. Kobieta uśmiechnęła się ze zrozumieniem. Cieszyła się, że ta młoda osoba w końcu coś powiedziała, bo staruszka myślała, że Julia ją ignoruje i już miała zamilknąć, ale oto dziewczyna dała znak!
— To college dla wszystkich, jeśli wiesz, moja droga, co mam na myśli. Są tam wieczni studenci, którzy już dawno skończyli sześćdziesiąt lat, ale także osoby młode, niezbyt ambitne lub po prostu takie, z którymi nikt nie umie sobie poradzić. Chodzą tam wszyscy, różne rzeczy się dzieją w środku, nauczyciele nie mają licencji, a do przedmiotów można zaliczyć… Em… jak to było? A, tak! Zaawansowane wstrzymywanie oddechu! Jako przedmiot, wyobrażasz to sobie? Coś nieprawdopodobnego! Ta szkoła to jeden wielki żart! Bitwy Paintballowe, walka Poduszkowego Fortu z Fortem z Koców, zabawa w Lawę! To uczelnia czy cyrk, ja się pytam?! – Staruszka już nie panowała nad swoim oburzeniem, zapomniawszy, że powinna wykorzystać daną jej szansę na opowiastki o swoich wnukach, którzy stoczyli się na samo dno i nie chcą jeść jej ciasta.
— Jest pani pewna? Pani Shirley Bennet, koleżanka mojego taty mówiła, że to najlepsza uczelnia na świecie!
— Najlepsza? Proszę cię, kochanie! Na ich fladze jest rysunek odbytu, tylko zręcznie przemianowany na kwiat! Miejski college, to jest coś! Od dawna ze sobą rywalizują ale łatwo zgadnąć, kto wygra! – Staruszka wzięła głęboki oddech, próbując opanować swój gniew. Zamknęła oczy, poprawiła torebkę i odchrząknęła, ale najwyraźniej była zadowolona z młodego słuchacza.
Osoby, którymi Jamie wcześniej się zainteresowała, zwróciły uwagę na mowę kobiety. Blondynka, która trzymała w rękach otwartą książkę, zaczęła się w przedmiot intensywnie wpatrywać, ale nie czytała. Azjata, który znudzony oglądał widok za oknem, zerknął na staruszkę. Chłopak z irokezem, który słuchał muzyki, teraz zdjął słuchawki. Ruda przestała rozmawiać z kierowcą, udając, że próbuje wymyślić jeszcze jakiś temat do rozmowy, a szatyn zaczął robić coś na komórce, najwyraźniej pisząc wyimaginowaną wiadomość i klikając bez celu w klawisze.
— Czyli nie lubi pani Greendale? – spytała po chwili Julia, przerywając panujące milczenie. Może kilkanaście minut wcześniej zdzieliłaby samą siebie po głowie za namawianie staruszki do rozmowy, ale teraz to się zmieniło. To Kolorado, kobieto, nie jakaś wieś w Minnesocie, nie bądź przesadnie miła, nie myśl o przyszłości, tylko idź naprzód, bez planów, bez strategii, ryzykuj, spontanicznie idź dalej!
— Czy nie lubię? Nigdy nie chciałabym nawet rozmawiać z uczniem Greendale! Nawet gdyby był nowy w okolicy i nie wiedział, w co się pakuje. Zapisujesz się, stajesz się taki jak oni! – prychnęła staruszka, krzywiąc się na samą myśl o rozmowie z idiotą z Greendale pod dowództwem dziekana Craiga Peltona.
— Pani plany chyba wzięły w łeb – zaczęła Julia z niewinnym uśmieszkiem. Kobieta spojrzała na nią, nie rozumiejąc sensu tej wypowiedzi. Jamie widząc jej zdziwienie, tylko uśmiechnęła się szerzej, a w jej oczach pojawił się błysk.
— Dlaczego tak uważasz? Och, jeśli chcesz przeciągnąć naszą rozmowę, nie musisz mnie tak podpuszczać! – zawołała rozbawiona staruszka, kiwając z politowaniem głową. Julia pomyślała, że prędzej polubiłaby Luke’a Skywalkera i Frodo Bagginsa niż chciała przedłużyć ich pogawędkę, z której zadowolona była tylko jedna strona, a nie był to ani kierowca autobusu, ani ona, ani mucha, która siedziała na oknie i nie ruszała się, jakby zahipnotyzowana nudnymi wykładami kobiety. Nawet kasownik do biletów trochę posmutniał i zmarkotniał, choć było to fizycznie niemożliwe.
— Jeśli chciałabym przedłużyć naszą rozmowę to tylko podczas apokalipsy zombie, gdzie pani ględzenie byłoby jedyną bronią na zamęczenie zombie, które chyba wolałyby same się zniszczyć, niż tego wszystkiego słuchać. Przy okazji, wysiadam tutaj – zakończyła Julia, gdy autobus zatrzymał się na przystanku przy Greendale. Dziewczyna wstała, porwała swoją torbę i wyszła z pojazdu z dumnie uniesioną głową. Staruszka patrzyła za nią zaskoczona, ale po chwili dotarło do niej, w jaki sposób została potraktowana, więc prychnęła pod nosem i coś mruknęła. Blondynka schowała książkę do torby, wstała, zmierzyła kobietę pogardliwym spojrzeniem, po czym wyszła. Azjata ruszył się z miejsca, podszedł do staruszki i niby przypadkiem kopnął jedną z siatek, której zawartość wylądowała na podłodze. Nie obejrzał się za siebie, tylko wyszedł. Chłopak z irokezem tylko uśmiechnął się pod nosem, założył słuchawki i opuścił pojazd. Szatyn chyba nie załapał aluzji innych, ale podszedł do kobiety.
– Chodziło jej o to, że ona należy do Greendale i wkurzyło ją, co pani mówiła o tej uczelni, a pani plany wzięły w łeb, bo nie chciała pani rozmawiać z uczniami Greendale, ale pani to zrobiła i…
— Wiem, do cholery jasnej! – fuknęła rozdrażniona staruszka, a chłopak uniósł ręce w obronnym geście i wyszedł.
— Dobra, Max, dam ci dwadzieścia dolarów, jak zawieziesz tą wkurzającą babę jak najdalej od jej miejsca zamieszkania – odezwała się ruda do kierowcy, który tylko wziął banknot i kiwnął głową. Dziewczyna uśmiechnęła się porozumiewawczo, wysiadając z autobusu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz