Młoda, na oko piętnastoletnia dziewczyna o brązowych włosach
i tego samego koloru oczach weszła do obskurnego baru Oshikagi, znajdującego
się w mieście Kan. W lokalu było duszno i brudno. Na ścianach wisiały płaty
oderwanej tapety oraz grzyb, powstały w wyniku nadmiernej wilgoci. Przy małych
stolikach siedzieli mężczyźni, pijący piwo. Nikt z obecnych nie wyglądał na
godnego zaufania, a wręcz przeciwnie. Dziewczyna minęła kilka stolików,
siadając przy barku. Rozejrzała się wokół, najwyraźniej kogoś szukając. Widząc
zniecierpliwionego barmana, zamówiła sok i od razu zapłaciła.
— Szukam Hosokawy Inou – zwróciła się do mężczyzny, który akurat podawał jej zamówiony napój.
— Dziewczynko, lepiej wypij swój sok i zmiataj stąd – skomentował barman. —Niemiło wita się ludzi pytających o kogoś z szogunatu. Zwłaszcza o tego gościa – poinformował ją barman, nachylając się nad blatem.
— Proszę mi po prostu powiedzieć, czy go pan zna? Albo czy widział? Nazywam się Kasami Fuu.
— Mało mnie obchodzi jak się nazywasz. Ale jeśli tak bardzo potrzebujesz tej informacji, Inou siedzi tam– odpowiedział mężczyzna, wskazując zgarbionego człowieka nad butelką sake. — Rób co chcesz. I tak nikt mnie tu nie słucha.
Dziewczyna podziękowała, po czym dopiła sok i podeszła do mężczyzny. Szybko sprawdziła, czy jest na tyle trzeźwy aby rozmawiać, po czym usiadła naprzeciwko.
— Pan to Hosokawa Inou? – spytała po chwili wahania, zwracając uwagę mężczyzny. Osobnik kiwnął głową.
— Masz do mnie jakąś sprawę, dziewczynko?
— Chciałabym, abyś mnie trenował – odpowiedziała Fuu, kłaniając się. Mężczyzna zakrztusił się alkoholem, co wywołało u niego głośny napad kaszlu. Spojrzał zaskoczony na dziewczynę, kiwając z politowaniem głową.
— Czegóż ja mam cię uczyć? Nie jestem nikim wyjątkowym!
— Jesteś nauczycielem tajnych jednostek egzekucyjnych – powiedziała Kasami, podnosząc głowę. Inou westchnął, zmęczony ciągłym rozpoznawaniem jego osoby.
— Byłem, dziecko, byłem. Teraz jestem zwykłym facetem po czterdziestce, rozbijającym się po okolicznych barach – skomentował Hosokawa, biorąc łyk sake. Dziewczyna zmarszczyła brwi, próbując wymyślić jakiś sposób.
— Uczył pan Kagetoki Kariyę, prawda? – spytała po chwili, wpadając na pewien pomysł. Mężczyzna spojrzał na Fuu uważnie, analizując jej słowa. Kiwnął głową. — Został zabity przez dwóch roninów, którzy zaszkodzili także mi. Chcę się zemścić, ale żeby to zrobić, muszę stać się silniejsza.
— Faktycznie, słyszałem o tym – potwierdził Inou, zastanawiając się chwilę. — A skąd o tym wiesz?
— Ja… byłam w pobliżu – odpowiedziała po chwili wahania, spuszczając głowę. Nie możesz się wsypać, myślała dziewczyna, próbując zachować stoicki spokój. Hosokawa uśmiechnął się pod nosem, dopijając sake. Postawił butelkę z hukiem na stole, każąc dziewczynie normalnie usiąść.
— Skoro Kagetoki nie zdołał ich załatwić, to ty tym bardziej – stwierdził po chwili mężczyzna, zastanawiając się nad realnymi szansami Fuu. — Ale skoro jesteś pewna swego, to będę cię trenował. Ale żadnego narzekania! – ostrzegł Inou, wstając. Kilkoma sprawnymi rozciągnął się, rzucając parę monet na stół.
— Tak na marginesie, nazywam się Fuu – przedstawiła się dziewczyna, również podnosząc się do pozycji stojącej.
— Weź tę butelkę. Wychodzimy – powiedział mężczyzna, ignorując słowa Kasami. Opuścił bar. Fuu obejrzała się po raz ostatni, po czym podążyła za przykładem swojego nowego mistrza. Nagle ktoś złapał ją za nadgarstek. Nie myśląc długo, dziewczyna zamachnęła się i uderzyła napastnika w głowę butelką. Osobnik osunął się na ziemię, tracąc przytomność.
— Szybka reakcja. Świetnie – skomentował z uznaniem Inou, zerkając na nieprzytomnego mężczyznę. Fuu spojrzała na niego z ukosa. Co to niby był za komplement?
— Szukam Hosokawy Inou – zwróciła się do mężczyzny, który akurat podawał jej zamówiony napój.
— Dziewczynko, lepiej wypij swój sok i zmiataj stąd – skomentował barman. —Niemiło wita się ludzi pytających o kogoś z szogunatu. Zwłaszcza o tego gościa – poinformował ją barman, nachylając się nad blatem.
— Proszę mi po prostu powiedzieć, czy go pan zna? Albo czy widział? Nazywam się Kasami Fuu.
— Mało mnie obchodzi jak się nazywasz. Ale jeśli tak bardzo potrzebujesz tej informacji, Inou siedzi tam– odpowiedział mężczyzna, wskazując zgarbionego człowieka nad butelką sake. — Rób co chcesz. I tak nikt mnie tu nie słucha.
Dziewczyna podziękowała, po czym dopiła sok i podeszła do mężczyzny. Szybko sprawdziła, czy jest na tyle trzeźwy aby rozmawiać, po czym usiadła naprzeciwko.
— Pan to Hosokawa Inou? – spytała po chwili wahania, zwracając uwagę mężczyzny. Osobnik kiwnął głową.
— Masz do mnie jakąś sprawę, dziewczynko?
— Chciałabym, abyś mnie trenował – odpowiedziała Fuu, kłaniając się. Mężczyzna zakrztusił się alkoholem, co wywołało u niego głośny napad kaszlu. Spojrzał zaskoczony na dziewczynę, kiwając z politowaniem głową.
— Czegóż ja mam cię uczyć? Nie jestem nikim wyjątkowym!
— Jesteś nauczycielem tajnych jednostek egzekucyjnych – powiedziała Kasami, podnosząc głowę. Inou westchnął, zmęczony ciągłym rozpoznawaniem jego osoby.
— Byłem, dziecko, byłem. Teraz jestem zwykłym facetem po czterdziestce, rozbijającym się po okolicznych barach – skomentował Hosokawa, biorąc łyk sake. Dziewczyna zmarszczyła brwi, próbując wymyślić jakiś sposób.
— Uczył pan Kagetoki Kariyę, prawda? – spytała po chwili, wpadając na pewien pomysł. Mężczyzna spojrzał na Fuu uważnie, analizując jej słowa. Kiwnął głową. — Został zabity przez dwóch roninów, którzy zaszkodzili także mi. Chcę się zemścić, ale żeby to zrobić, muszę stać się silniejsza.
— Faktycznie, słyszałem o tym – potwierdził Inou, zastanawiając się chwilę. — A skąd o tym wiesz?
— Ja… byłam w pobliżu – odpowiedziała po chwili wahania, spuszczając głowę. Nie możesz się wsypać, myślała dziewczyna, próbując zachować stoicki spokój. Hosokawa uśmiechnął się pod nosem, dopijając sake. Postawił butelkę z hukiem na stole, każąc dziewczynie normalnie usiąść.
— Skoro Kagetoki nie zdołał ich załatwić, to ty tym bardziej – stwierdził po chwili mężczyzna, zastanawiając się nad realnymi szansami Fuu. — Ale skoro jesteś pewna swego, to będę cię trenował. Ale żadnego narzekania! – ostrzegł Inou, wstając. Kilkoma sprawnymi rozciągnął się, rzucając parę monet na stół.
— Tak na marginesie, nazywam się Fuu – przedstawiła się dziewczyna, również podnosząc się do pozycji stojącej.
— Weź tę butelkę. Wychodzimy – powiedział mężczyzna, ignorując słowa Kasami. Opuścił bar. Fuu obejrzała się po raz ostatni, po czym podążyła za przykładem swojego nowego mistrza. Nagle ktoś złapał ją za nadgarstek. Nie myśląc długo, dziewczyna zamachnęła się i uderzyła napastnika w głowę butelką. Osobnik osunął się na ziemię, tracąc przytomność.
— Szybka reakcja. Świetnie – skomentował z uznaniem Inou, zerkając na nieprzytomnego mężczyznę. Fuu spojrzała na niego z ukosa. Co to niby był za komplement?
Po kilkudziesięciu minutach drogi Fuu i jej nowy mistrz w
końcu dotarli do Świątyni, mieszczącej się koło Wodospadu Naru. Wokół budynku
rosła bujna roślinność – od wysokich drzew różnego gatunku, kończąc na krzewach z owocami, kwiatach i gęstej trawie.
Dookoła małego, płytkiego jeziora powstałego w wyniku spadu wody, leżały
kamienie różnej wielkości. Dwa z nich przytrzymywały wędkę, a na trzecim
postawione było pudełko z przynętami.
— Mieszkasz tu? – spytała dziewczyna, przerywając milczenie. Widok był niesamowicie piękny.
— Jedyne takie ustronne miejsce, gdzie mogę się ukryć. Miałem sporo wrogów wśród przestępców, nadal mam, więc muszę uważać – wytłumaczył mężczyzna, otwierając drzwi świątyni. Po chwili wszedł do budynku. — Są tutaj dwa pokoje. Dostaniesz większy, ten po prawej stronie. W drugim śpię ja. Dzisiaj raczej nie potrenujemy, ale od jutra zabieramy się za ciężką pracę.
— A reszta pomieszczeń? – spytała Kasami, próbując gdzieś dojrzeć inne potrzebne pokoje. — No wiesz, łazienka czy kuchnia.
— Łazienka jest na dworze. Kąpać radzę się za dnia, najlepiej w południe, bo wieczorem robi się zimno. Za świątynią jest ubikacja, ale odchodź dalej, bo potem strasznie śmierdzi – wytłumaczył Hosokawa, wychodząc z budynku. — Tutaj jest kuchnia – powiedział, wskazując na kilka kawałków drewna. Po chwili położył parę kamieni obok. — Garnki są w środku, bo czasami ktoś kradnie, a ja wolałbym nie ryzykować.
— Ktoś jeszcze wie o tym miejscu lub tutaj mieszka?
— Barman z baru Oshikagi. To mój przyjaciel, czasem mnie odwiedza. A, no i jest jeszcze jeden gościu – powiedział mężczyzna po chwili zastanowienia. — Mieszka tutaj. Teraz gdzieś wybył, ale jak wróci to dogadamy się z noclegami.
Kasami kiwnęła głową na znak zrozumienia. Nie podobała jej się wizja dwóch facetów, z którymi musiała mieszkać pod jednym dachem, szczególnie, że nie znała drugiego lokatora.
Powoli się ściemniało. Fuu zaczekała cierpliwie, aż Hosokawa pójdzie spać. Za bardzo się bała, aby zaufać mu do końca. W końcu to obcy mężczyzna, nie wiadomo co robiący w przeszłości. W końcu sama weszła do budynku, zamykając starannie ‘’ wrota główne ‘’. Po sprawdzeniu wszystkich okien, przekroczyła próg wyznaczonego jej pokoju. Rozejrzała się jeszcze po korytarzu, zamykając za sobą drzwi z materiału i drewna. Położyła się na wyznaczonym jej miejscu do spania, po czym zamknęła oczy.
— Mieszkasz tu? – spytała dziewczyna, przerywając milczenie. Widok był niesamowicie piękny.
— Jedyne takie ustronne miejsce, gdzie mogę się ukryć. Miałem sporo wrogów wśród przestępców, nadal mam, więc muszę uważać – wytłumaczył mężczyzna, otwierając drzwi świątyni. Po chwili wszedł do budynku. — Są tutaj dwa pokoje. Dostaniesz większy, ten po prawej stronie. W drugim śpię ja. Dzisiaj raczej nie potrenujemy, ale od jutra zabieramy się za ciężką pracę.
— A reszta pomieszczeń? – spytała Kasami, próbując gdzieś dojrzeć inne potrzebne pokoje. — No wiesz, łazienka czy kuchnia.
— Łazienka jest na dworze. Kąpać radzę się za dnia, najlepiej w południe, bo wieczorem robi się zimno. Za świątynią jest ubikacja, ale odchodź dalej, bo potem strasznie śmierdzi – wytłumaczył Hosokawa, wychodząc z budynku. — Tutaj jest kuchnia – powiedział, wskazując na kilka kawałków drewna. Po chwili położył parę kamieni obok. — Garnki są w środku, bo czasami ktoś kradnie, a ja wolałbym nie ryzykować.
— Ktoś jeszcze wie o tym miejscu lub tutaj mieszka?
— Barman z baru Oshikagi. To mój przyjaciel, czasem mnie odwiedza. A, no i jest jeszcze jeden gościu – powiedział mężczyzna po chwili zastanowienia. — Mieszka tutaj. Teraz gdzieś wybył, ale jak wróci to dogadamy się z noclegami.
Kasami kiwnęła głową na znak zrozumienia. Nie podobała jej się wizja dwóch facetów, z którymi musiała mieszkać pod jednym dachem, szczególnie, że nie znała drugiego lokatora.
Powoli się ściemniało. Fuu zaczekała cierpliwie, aż Hosokawa pójdzie spać. Za bardzo się bała, aby zaufać mu do końca. W końcu to obcy mężczyzna, nie wiadomo co robiący w przeszłości. W końcu sama weszła do budynku, zamykając starannie ‘’ wrota główne ‘’. Po sprawdzeniu wszystkich okien, przekroczyła próg wyznaczonego jej pokoju. Rozejrzała się jeszcze po korytarzu, zamykając za sobą drzwi z materiału i drewna. Położyła się na wyznaczonym jej miejscu do spania, po czym zamknęła oczy.
— Kim jesteś? –
spytał napastnik, zatykając Fuu usta. Przytrzymał ją tak, aby nie mogła się
wydostać. Jego uścisk był silny. Kasami wiedziała, że pod względem siły nie
wygra. Próbowała krzyknąć i zawołać Hosokawę, ale z jej usta wydobywały się
przytłumione dźwięki.
— Tora, do licha! – zawołał Inou, wchodząc do pokoju dziewczyny. Zapalił żarówkę, każąc chłopakowi zejść z niewinnej dziewczyny. Fuu cofnęła się pod ścianę, chcąc być jak najdalej od napastnika. Mężczyzna spojrzał ze współczuciem na Kasami, po czym westchnął. Obrzucił przybyłego ostrym spojrzeniem. Chłopak miał czarne, nastroszone włosy oraz długą grzywkę, która opadała mu na twarz. — Nie mogłeś kulturalnie jej zapytać, co tu robi?
— Hej! Jak widzę kogoś podejrzanego, to się nie patyczkuje! – powiedział w obronie własnej chłopak, robiąc naburmuszoną minę.
— Zupełnie jak ojciec, cholera. – Mężczyzna westchnął z dezaprobatą. — To jest Kagetoki Tora. Mieszka tutaj, mówiłem ci. Nie wiedziałem, że tak szybko wróci – zwrócił się do przestraszonej dziewczyny, która kiwnęła głową na znak zrozumienia.
— Zaraz… Kagetoki? Syn Kagetoki Kariyi? – spytała Fuu po chwili zastanowienia. Zaskoczona Kasami zmierzyła chłopaka uważnym spojrzeniem, po czym przeniosła pytający wzrok na trenera. — Czemu mi nie powiedziałeś?
— Nie widziałem potrzeby. Może was przedstawię? – zaproponował po chwili, ale i tak niezbyt obchodziła go odpowiedź pozostałej dwójki. Był szczęśliwy, bo zawsze chciał mieć dzieci. Teraz jego marzenie się ziściło. Może ich nie wychował i nie spłodził, ale teraz ma szansę się nimi zaopiekować. Fuu i Tora niezbyt entuzjastycznie przyjęli jego zmianę nastroju. — To jest Kagetoki Tora, syn Kagetoki Kariyi, lat siedemnaście. Nie mam pojęcia jak mnie znalazł, ale chciał, żebym go trenował. Tak właściwie został porzucony przez ojca, matka mu umarła i…
— Ona nie pisze książki, wapniaku! – przerwał mu ostro chłopak, piorunując Inou spojrzeniem. Mężczyzna tylko wzruszył ramionami, robiąc niewinną minę.
— A ta dziewczyna to natomiast Kasami Fuu, córka tego Kasamiego, którego zabił twój ojciec – zwrócił się do niezainteresowanego chłopaka, który tylko wzruszył ramionami. — Ma piętnaście lat. Natomiast twojego ojca zabili jej przyjaciele. A przyszła tu, bo chce stać się silniejszą i rzekomo zemścić się na zabójcach Kagetokiego, ale od początku wiedziałem, że to było kłamstwo.
— Hej! On nie musi wszystkiego wiedzieć! Nie ufam mu! – powiedziała z pretensjami dziewczyna, patrząc podejrzliwie na Torę. Chłopak prychnął.
— I wzajemnie! Nie ufam komuś, kto nosi różowe kimono!
— Masz coś do mojego ubrania? Popatrz na swoją grzywkę! Masz tak brzydką twarz, że musisz ją zakrywać? – skomentowała złośliwe zdenerwowana Fuu, marszcząc brwi. Chłopak wyjął z kieszeni spinkę i spiął nią za długą grzywkę. Teraz spokojnie można było zobaczyć jego przystojną twarz. — Tak jak myślałam, morda jak u przestępcy. Tak samo wyglądał twój ojciec, kiedy Jin uciął mu głowę! – stwierdziła po namyśle dziewczyna, posyłając Torze pełen politowania uśmiech. Chłopak w tym momencie nie wiedział, co bardziej go zdenerwowało – to, że porównywała go do ojca czy jej wyraz twarzy, kiedy o tym mówiła. Podpełznął do dziewczyny i dotknął jej piersi, kręcąc z politowaniem głową.
— Tak jak myślałem, jesteś płaska – stwierdził ze złośliwym uśmiechem. Kasami zaczerwieniła się, nie wiadomo czy z wściekłości czy może z powodu czegoś innego, po czym rzuciła się na zdezorientowanego chłopaka. Oboje zaczęli się między sobą przepychać, obrażać i ciągnąć za włosy.
— Cóż, wy tu się bawcie. Musicie się lepiej poznać, w końcu będziecie mieszkać i trenować pod jednym dachem – powiedział po chwili Hosokawa, zwracając tym samym ich uwagę. Spojrzeli na niego przerażeni.
— Że co?! – krzyknęli oboje, patrząc na siebie nawzajem pogardliwym wzrokiem.
— Śpicie w jednym pokoju, więc, musicie się dogadać.
— Nie ma mowy!
— Dobranoc – pożegnał się Inou, wychodząc z pokoju naszej dwójki. Oboje spojrzeli na siebie z niesmakiem, okazując przy tym jak największe obrzydzenie drugą osobą. Po chwili milczenia i nad wyraz spokojnej rozmowie podzielili się jedynym pościelonym miejscem. Był to dosyć duży materac, zdolny pomieścić dwie osoby, więc w drodze konsultacji zdecydowali tę noc przespać razem. Zanim położyli się spać, wydali kilka odgłosów niezadowolenia i powiedzieli parę złośliwych komentarzy pod adresem drugiej osoby, po czym położyli się w jak największej odległości od siebie nawzajem. Zanim na dobre zasnęli kłócili się jeszcze kilkadziesiąt minut o prawdo do materiału, którym mieli się przykryć. W końcu, mimo wszystkich nieprzyjemności, zamknęli oczy i odpłynęli do krainy snów.
— Tora, do licha! – zawołał Inou, wchodząc do pokoju dziewczyny. Zapalił żarówkę, każąc chłopakowi zejść z niewinnej dziewczyny. Fuu cofnęła się pod ścianę, chcąc być jak najdalej od napastnika. Mężczyzna spojrzał ze współczuciem na Kasami, po czym westchnął. Obrzucił przybyłego ostrym spojrzeniem. Chłopak miał czarne, nastroszone włosy oraz długą grzywkę, która opadała mu na twarz. — Nie mogłeś kulturalnie jej zapytać, co tu robi?
— Hej! Jak widzę kogoś podejrzanego, to się nie patyczkuje! – powiedział w obronie własnej chłopak, robiąc naburmuszoną minę.
— Zupełnie jak ojciec, cholera. – Mężczyzna westchnął z dezaprobatą. — To jest Kagetoki Tora. Mieszka tutaj, mówiłem ci. Nie wiedziałem, że tak szybko wróci – zwrócił się do przestraszonej dziewczyny, która kiwnęła głową na znak zrozumienia.
— Zaraz… Kagetoki? Syn Kagetoki Kariyi? – spytała Fuu po chwili zastanowienia. Zaskoczona Kasami zmierzyła chłopaka uważnym spojrzeniem, po czym przeniosła pytający wzrok na trenera. — Czemu mi nie powiedziałeś?
— Nie widziałem potrzeby. Może was przedstawię? – zaproponował po chwili, ale i tak niezbyt obchodziła go odpowiedź pozostałej dwójki. Był szczęśliwy, bo zawsze chciał mieć dzieci. Teraz jego marzenie się ziściło. Może ich nie wychował i nie spłodził, ale teraz ma szansę się nimi zaopiekować. Fuu i Tora niezbyt entuzjastycznie przyjęli jego zmianę nastroju. — To jest Kagetoki Tora, syn Kagetoki Kariyi, lat siedemnaście. Nie mam pojęcia jak mnie znalazł, ale chciał, żebym go trenował. Tak właściwie został porzucony przez ojca, matka mu umarła i…
— Ona nie pisze książki, wapniaku! – przerwał mu ostro chłopak, piorunując Inou spojrzeniem. Mężczyzna tylko wzruszył ramionami, robiąc niewinną minę.
— A ta dziewczyna to natomiast Kasami Fuu, córka tego Kasamiego, którego zabił twój ojciec – zwrócił się do niezainteresowanego chłopaka, który tylko wzruszył ramionami. — Ma piętnaście lat. Natomiast twojego ojca zabili jej przyjaciele. A przyszła tu, bo chce stać się silniejszą i rzekomo zemścić się na zabójcach Kagetokiego, ale od początku wiedziałem, że to było kłamstwo.
— Hej! On nie musi wszystkiego wiedzieć! Nie ufam mu! – powiedziała z pretensjami dziewczyna, patrząc podejrzliwie na Torę. Chłopak prychnął.
— I wzajemnie! Nie ufam komuś, kto nosi różowe kimono!
— Masz coś do mojego ubrania? Popatrz na swoją grzywkę! Masz tak brzydką twarz, że musisz ją zakrywać? – skomentowała złośliwe zdenerwowana Fuu, marszcząc brwi. Chłopak wyjął z kieszeni spinkę i spiął nią za długą grzywkę. Teraz spokojnie można było zobaczyć jego przystojną twarz. — Tak jak myślałam, morda jak u przestępcy. Tak samo wyglądał twój ojciec, kiedy Jin uciął mu głowę! – stwierdziła po namyśle dziewczyna, posyłając Torze pełen politowania uśmiech. Chłopak w tym momencie nie wiedział, co bardziej go zdenerwowało – to, że porównywała go do ojca czy jej wyraz twarzy, kiedy o tym mówiła. Podpełznął do dziewczyny i dotknął jej piersi, kręcąc z politowaniem głową.
— Tak jak myślałem, jesteś płaska – stwierdził ze złośliwym uśmiechem. Kasami zaczerwieniła się, nie wiadomo czy z wściekłości czy może z powodu czegoś innego, po czym rzuciła się na zdezorientowanego chłopaka. Oboje zaczęli się między sobą przepychać, obrażać i ciągnąć za włosy.
— Cóż, wy tu się bawcie. Musicie się lepiej poznać, w końcu będziecie mieszkać i trenować pod jednym dachem – powiedział po chwili Hosokawa, zwracając tym samym ich uwagę. Spojrzeli na niego przerażeni.
— Że co?! – krzyknęli oboje, patrząc na siebie nawzajem pogardliwym wzrokiem.
— Śpicie w jednym pokoju, więc, musicie się dogadać.
— Nie ma mowy!
— Dobranoc – pożegnał się Inou, wychodząc z pokoju naszej dwójki. Oboje spojrzeli na siebie z niesmakiem, okazując przy tym jak największe obrzydzenie drugą osobą. Po chwili milczenia i nad wyraz spokojnej rozmowie podzielili się jedynym pościelonym miejscem. Był to dosyć duży materac, zdolny pomieścić dwie osoby, więc w drodze konsultacji zdecydowali tę noc przespać razem. Zanim położyli się spać, wydali kilka odgłosów niezadowolenia i powiedzieli parę złośliwych komentarzy pod adresem drugiej osoby, po czym położyli się w jak największej odległości od siebie nawzajem. Zanim na dobre zasnęli kłócili się jeszcze kilkadziesiąt minut o prawdo do materiału, którym mieli się przykryć. W końcu, mimo wszystkich nieprzyjemności, zamknęli oczy i odpłynęli do krainy snów.
~ 3 lata później, styczeń ~
Uczniowie Hosokawy przedzierali się przez gęsty las, brodząc po kostki w zaspach śniegu. Szli w ponurym milczeniu, wykończeni i mający dość bzdurnych pomysłów mistrza. W rękach trzymali siatki pełne jedzenia i innych materiałów, po które wysłał ich Inou. Obiecywali sobie, że po powrocie zgotują Hosokawie istne piekło na ziemi , a teraz byli bardzo blisko spełnienia tego celu. Dostrzegali świątynię, do której przybliżali się z każdym kolejnym krokiem.
Po kilkudziesięciu minutach byli już w środku. Rzucili zakupy gdzieś w kąt i zmęczeni usiedli pod ścianą. Niepokoiła ich dziwna cisza. Nie słyszeli żadnych dźwięków, prócz własnych oddechów. Fuu spojrzała pytającym wzrokiem na chłopaka, który tylko wzruszył ramionami. Kagetoki z trudem podniósł się do pozycji stojącej, przeciągnął się, po czym z wahaniem otworzył drzwi do pokoju swojego mistrza. Zastał tam tylko poskładaną pościel oraz kartkę, położoną na wierzchu. Dla pewności jeszcze raz rozejrzał się po pomieszczeniu, po czym wziął kawałek papieru do ręki.
— Zdaje się, że nasz opiekun poszedł na spacer – skomentował po chwili chłopak, przeczytawszy zawartość kartki. Opuścił pokój trenera, wciąż wpatrując się w kawałek papieru. — Długi spacer, z którego z pewnością już nie wróci.
— Co?! – Fuu niedowierzała słowom Tory. Szybko się podniosła, po czym podeszła do Kagetokiego i wyrwała mu z rąk kartkę. Przeczytała tekst, marszcząc przy tym brwi. Zgniotła papier w kulkę i rzuciła w kąt. — Jak on śmiał! Był mi winny pieniądze!
— Mogłabyś przynajmniej udawać, że ci smutno – powiedział chłopak, z powrotem siadając pod ścianą. Przymknął oczy. Ten dzień był bardzo męczący. Oczywiście brał pod uwagę tylko ten epizod z przeprawą przez śnieg, nie obchodziło go nagłe zniknięcie mistrza. Wydawało mu się, że Hosokawa wiedział jaka będzie ich reakcja, dlatego nie napisał nic pokrzepiającego czy cokolwiek innego, co tłumaczyłoby jego nagłą decyzję o opuszczeniu świątyni. Może Inou uważał ich za swoje dzieci, ale teraz najwyraźniej zmieniły mu się priorytety. Albo po prostu miał dość.
— W życiu! Dawał nam jakieś nudne, ale ciężkie prace! Niby traktował nas jak swoje dzieci, ale ja nic takiego nie czułam! – powiedziała zdenerwowana Fuu, odwracając się tyłem do chłopaka. Zaczęła się trząść. Tora milczał. Wolał nic nie mówić, niż wywołać w dziewczynie więcej niepotrzebnych, acz bolesnych uczuć. Ona cierpiała. On, mimo zaprzeczeń, też nie był zadowolony. — Nienawidzę go! Nie był moim ojcem, ale tak się zachowywał! Irytujący drań!
Kagetoki usłyszał już tylko ciche łkanie. Dostrzegł spływające strumieniami łzy po jej policzkach i trzęsące się dłonie. Westchnął. Nigdy nie był dobry w pocieszaniu. Takie sytuacje po prostu go przerastały.
Fuu usiadła zrozpaczona obok chłopaka. Oczy ją piekły, a z nosa ciekło. Czuła się okropnie. Wzięła kurtkę Tory, który przerażony patrzył, jak dziewczyna wyciera się jego płaszczem, na dodatek wysmarkując się w niego.
— Nienawidzę go! – powiedziała po chwili, wybuchając na nowo płaczem.
— Ej, moja kurtka – zwrócił uwagę Kagetoki, patrząc groźnie na Fuu. Kasami zignorowała jego słowa, kontynuując swoje płaczliwe rozterki. Chłopak był coraz bardziej zdenerwowany. Nie mógł uwierzyć, że wytrzymał z nią te trzy lata. Jedyna sytuacja, w której uczestniczyli i której nie towarzyszyły większe kłótnie oraz rękoczyny, to wspomnienie z pierwszą wspólnie spędzoną noc w łóżku. Oczywiście nie chodzi o kontakty seksualne, a raczej o niemiły warunek spania ze sobą na jednym materacu pod jedną kołdrą. Hosokowa zostawił ich z tym problemem, więc musieli się dogadać. Skończyło się na ich lenistwie i braku pieniędzy na drugi materac. Postanowili więc spać razem i było aż tak do teraz. Stali się rodzeństwem, chociaż jedna ze stron najprawdopodobniej czuła coś więcej. Ale ten ktoś wiedział, że nic więcej nigdy nie zajdzie.
— Zbliża się noc, rozpalę ognisko, zjemy coś i pomyślimy – zdecydował Tora, przerywając dziewczynie jej monolog. Fuu spiorunowała go wzrokiem, ale zastanowiła się dłużej. Na wiadomość o jedzeniu humor jej się poprawił. Zaproponowała szybko, że ona może przygotować potrawy.
— Nie wiedziałem, że mamy takie rzeczy – stwierdził po chwili Kagetoki, słysząc o drogich produktach i daniach, które dziewczyna zamierzała zrobić.
— Zrobiłam piwnicę za świątynią. Mam tam zapasowe jedzenie – wytłumaczyła, oddając chłopakowi morką kurtkę. Wybiegła chwilę potem. Tora skrzywił się na sam widok. Teraz to jej nawet nie sprzeda i nie chodziło tu o Fuu. Chociaż, gdyby się zastanowić, to był całkiem dobry pomysł. Ale z drugiej strony, na co komu męcząca dziewczyna, która je za pięciu mężczyzn i na dodatek jest bezczelna? Tego nawet do domu publicznego się nie dało sprzedać. Cholera, pomyślał Tora, Gdyby miała większe cycki i była bardziej kobieca, może ktoś by ją zechciał. Ale tak? Można ją najwyżej dać jako… nawet nie umiem znaleźć żadnej alternatywy.
Chwilę narzekając i przeklinając w duchu wszystko, co go spotkało, ruszył się z miejsca i poszedł po drewno.
Kiedy zaczynało się ściemniać, widać było już całkiem
spore ognisko. Kagetoki doprowadzał do porządku walające się dookoła drewno i
dodawał kilka dobrze palących się rzeczy do ognia. Odgarnął śnieg i zrobił małą
ławeczkę do siedzenia.
— Ile jeszcze? – spytał zniecierpliwiony Tora, ogrzewając się przy ogniu. Fuu odkrzyknęła coś niewyraźnie, ale chłopak wychwycił w jej wypowiedzi pretensje. Westchnął. Nie miał zamiaru się bardziej pogrążać. Kiedyś był bardziej buntowniczy i od razu reagował na głupie zachowania dziewczyny oraz jej kąśliwe uwagi. Od jakiegoś czasu zauważył, że stał się bardziej jak mężczyzna po siedmiu latach małżeństwa. Nie było to dobre odkrycie. Miał dopiero dwadzieścia lat, jeszcze za wcześnie na bzdury o miłości. Wyszalej się chłopaku! Kobiety to tylko kłopot, jak mawiał Hosokawa. Obecna przy tym Fuu od razu zrobiła awanturę trenerowi, posądzając go o brak szacunku do płci żeńskiej. Wyszła i wróciła kilka dni później, mając ze sobą kupę pieniędzy, które, jak się potem okazało, ukradła lub wyłudziła od zdesperowanych mężczyzn. Chciała tym udowodnić swoją wartość i pokazać, że kobieta może przechytrzyć osobników płci męskiej. Wybaczyli jej, bo to ona jako jedyna potrafiła gotować. Kiedy przyszła policja wszyscy udawali, że o niczym nie wiedzą. Kiedy posądzali Kasami o wyłudzanie i kradzież żądali dowodów, których nie potrafili przedstawić.
Tora uśmiechnął się pod nosem. Było tyle zabawnych sytuacji, męczących treningów i krótkich, acz obfitych kłótni, których nikt nigdy nie starał się zapamiętać. Może mieli nadzieję, że nigdy się nie skończą.
— Odbiło ci – powiedziała Kasami, stojąc obok Tory już kilka minut. Bardzo dokładnie obserwowała jego reakcję, ale kiedy zobaczyła uśmiech, nieco się przeraziła.
— Hę? Skąd przyszedł ci do głowy tak wspaniały pomysł? – spytał sarkastycznie Kagetoki, przybierając na nowo swój gburowaty wyraz twarzy. Fuu zmarszczyła brwi, kładąc na ziemi dwie miski ryżu oraz talerz z kilkoma kiełbasami.
— Uśmiechasz się, durniu. To do ciebie niepodobne. Coś knujesz? – spytała podejrzliwie, przybliżając się do chłopaka. — Chcesz się mnie pozbyć?
— Jedyny sposób na wykonanie tej czynności, to odstrzelenie ci głowy i wrzucenie zwłok w worku do rzeki. Innego wyjścia nie widzę – odpowiedział Tora, przewracając oczami. Musiał wymyśleć coś, żeby umilkła i nie męczyła go kolejną kłótnią.— Zastanów się, zanim tak bardzo się do mnie zbliżysz. Mógłbym cię, dajmy na to, pocałować, a wtedy może wydarzyć się coś złego – powiedział z wrednym uśmiechem, przybliżając się do Fuu. Ich twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów.
— To nie jesteś gejem? – Kasami uniosła brwi w geście zdziwienia. Tora popatrzył na nią z dezaprobatą i westchnął.
— Ty naprawdę masz nierówno pod sufitem – stwierdził zrezygnowany, odsuwając się od dziewczyny. — Skąd ci to w ogóle do głowy przyszło?
— Bo nigdy nie miałeś dziewczyny. No i nie poruszałeś tych tematów – odpowiedziała Fuu i zaczęła nabijać kiełbasy na zaostrzone patyki. Tora zastanowił się przez chwilę. Ona naprawdę tego nie widziała.
— A skąd wiesz? Może akurat z tobą nie chciałem o tym rozmawiać?
Tora dołożył drewno do ognia i zaczął się wpatrywać w szalejące płomienie. Fuu nie skomentowała jego wypowiedzi. Oboje milczeli, pogrążeni we własnych myślach.
— A ty? Też za bardzo nie gadałaś o związkach i miłości.
— Bo już kogoś kocham – wytłumaczyła Kasami, nie patrząc na Torę. Położyła patyki z nabitymi kiełbasami nad ogniem. Chłopak zerknął na nią zaciekawiony.
— Nigdy o tym nie mówiłaś.
— Nie pytałeś. A ta miłość jest jednostronna. On nic do mnie nie czuje – powiedziała Kasami, nagle markotniejąc. Spuściła głowę i go sobie przypomniała. Tak bardzo ją denerwował, a jednak to najbardziej w nim lubiła. Może gdyby była starsza, silniejsza albo seksowniejsza coś by z tego było. Chociaż ta opcja też odpada. Mugen nigdy nie mówił o takich rzeczach. Wątpiła, czy kiedykolwiek się w kimś zakochał.
— Bierz, co dają, Fuu. Może ktoś, kto cię kocha znajduje się całkiem blisko.
Kasami zmarszczyła brwi i pokręciła głową. Zerknęła na Torę, który wpatrywał się w ogień. Zacisnęła usta w wąską linię i spuściła wzrok.
— Nie kocham cię tak, jak ty mnie.
Tora spojrzał na nią zaskoczony. Otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale szybko je zamknął. Nie mógł uwierzyć w usłyszaną wiadomość. Ona wiedziała. Czy aż tak bardzo to było widać? Więc czemu nie powiedziała mu wcześniej? Przez cały ten czas tak bardzo się starał, żeby na końcu usłyszeć coś takiego.
— Ucieczka Inou sprzyja wyznaniom. Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć?
— Nie zamierzałam. Nie chciałam tego mówić.
— I żyłbym sobie spokojnie w nadziei, że mam u ciebie szansę?
Ich rozmowę przerwał wybuch. Spojrzeli na siebie zdziwieni i poderwali się ze swoich miejsc. Tora usłyszał coś za swoimi plecami, więc szybko się odwrócił w kierunku dźwięku, wyciągając przy okazji nóż. Z krzaków wyszedł biały pies, merdając wesoło ogonkiem.
— Rozdzielamy się, Fuu. Chyba starzy znajomi odwiedzili Inoue – powiedział Tora, zwracając się do dziewczyny. Ta spojrzała na niego zdziwiona. — Czyli nic ci nie mówił? – spytał, a Fuu pokręciła głową. Tora westchnął. — Tak czy inaczej, uciekaj. Nie wiem kiedy się zobaczymy. Na pewno nie w najbliższym czasie. Bierzesz psa?
— Nie, podziękuję. Ale… Nic mi nie wytłumaczysz?
— Nie ma czasu. Po prostu idź, za chwilę tu będą – odpowiedział Tora, biorąc psa na ręce. Uśmiechnął się smutno do Fuu, po czym zniknął w krzakach. Dziewczyna westchnęła i przeklęła w myślach swojego dawnego mistrza. Rzuciła ostatnie spojrzenia na miejsce, gdzie zniknął Tora, po czym sama ruszyła w przeciwnym kierunku.
— Ile jeszcze? – spytał zniecierpliwiony Tora, ogrzewając się przy ogniu. Fuu odkrzyknęła coś niewyraźnie, ale chłopak wychwycił w jej wypowiedzi pretensje. Westchnął. Nie miał zamiaru się bardziej pogrążać. Kiedyś był bardziej buntowniczy i od razu reagował na głupie zachowania dziewczyny oraz jej kąśliwe uwagi. Od jakiegoś czasu zauważył, że stał się bardziej jak mężczyzna po siedmiu latach małżeństwa. Nie było to dobre odkrycie. Miał dopiero dwadzieścia lat, jeszcze za wcześnie na bzdury o miłości. Wyszalej się chłopaku! Kobiety to tylko kłopot, jak mawiał Hosokawa. Obecna przy tym Fuu od razu zrobiła awanturę trenerowi, posądzając go o brak szacunku do płci żeńskiej. Wyszła i wróciła kilka dni później, mając ze sobą kupę pieniędzy, które, jak się potem okazało, ukradła lub wyłudziła od zdesperowanych mężczyzn. Chciała tym udowodnić swoją wartość i pokazać, że kobieta może przechytrzyć osobników płci męskiej. Wybaczyli jej, bo to ona jako jedyna potrafiła gotować. Kiedy przyszła policja wszyscy udawali, że o niczym nie wiedzą. Kiedy posądzali Kasami o wyłudzanie i kradzież żądali dowodów, których nie potrafili przedstawić.
Tora uśmiechnął się pod nosem. Było tyle zabawnych sytuacji, męczących treningów i krótkich, acz obfitych kłótni, których nikt nigdy nie starał się zapamiętać. Może mieli nadzieję, że nigdy się nie skończą.
— Odbiło ci – powiedziała Kasami, stojąc obok Tory już kilka minut. Bardzo dokładnie obserwowała jego reakcję, ale kiedy zobaczyła uśmiech, nieco się przeraziła.
— Hę? Skąd przyszedł ci do głowy tak wspaniały pomysł? – spytał sarkastycznie Kagetoki, przybierając na nowo swój gburowaty wyraz twarzy. Fuu zmarszczyła brwi, kładąc na ziemi dwie miski ryżu oraz talerz z kilkoma kiełbasami.
— Uśmiechasz się, durniu. To do ciebie niepodobne. Coś knujesz? – spytała podejrzliwie, przybliżając się do chłopaka. — Chcesz się mnie pozbyć?
— Jedyny sposób na wykonanie tej czynności, to odstrzelenie ci głowy i wrzucenie zwłok w worku do rzeki. Innego wyjścia nie widzę – odpowiedział Tora, przewracając oczami. Musiał wymyśleć coś, żeby umilkła i nie męczyła go kolejną kłótnią.— Zastanów się, zanim tak bardzo się do mnie zbliżysz. Mógłbym cię, dajmy na to, pocałować, a wtedy może wydarzyć się coś złego – powiedział z wrednym uśmiechem, przybliżając się do Fuu. Ich twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów.
— To nie jesteś gejem? – Kasami uniosła brwi w geście zdziwienia. Tora popatrzył na nią z dezaprobatą i westchnął.
— Ty naprawdę masz nierówno pod sufitem – stwierdził zrezygnowany, odsuwając się od dziewczyny. — Skąd ci to w ogóle do głowy przyszło?
— Bo nigdy nie miałeś dziewczyny. No i nie poruszałeś tych tematów – odpowiedziała Fuu i zaczęła nabijać kiełbasy na zaostrzone patyki. Tora zastanowił się przez chwilę. Ona naprawdę tego nie widziała.
— A skąd wiesz? Może akurat z tobą nie chciałem o tym rozmawiać?
Tora dołożył drewno do ognia i zaczął się wpatrywać w szalejące płomienie. Fuu nie skomentowała jego wypowiedzi. Oboje milczeli, pogrążeni we własnych myślach.
— A ty? Też za bardzo nie gadałaś o związkach i miłości.
— Bo już kogoś kocham – wytłumaczyła Kasami, nie patrząc na Torę. Położyła patyki z nabitymi kiełbasami nad ogniem. Chłopak zerknął na nią zaciekawiony.
— Nigdy o tym nie mówiłaś.
— Nie pytałeś. A ta miłość jest jednostronna. On nic do mnie nie czuje – powiedziała Kasami, nagle markotniejąc. Spuściła głowę i go sobie przypomniała. Tak bardzo ją denerwował, a jednak to najbardziej w nim lubiła. Może gdyby była starsza, silniejsza albo seksowniejsza coś by z tego było. Chociaż ta opcja też odpada. Mugen nigdy nie mówił o takich rzeczach. Wątpiła, czy kiedykolwiek się w kimś zakochał.
— Bierz, co dają, Fuu. Może ktoś, kto cię kocha znajduje się całkiem blisko.
Kasami zmarszczyła brwi i pokręciła głową. Zerknęła na Torę, który wpatrywał się w ogień. Zacisnęła usta w wąską linię i spuściła wzrok.
— Nie kocham cię tak, jak ty mnie.
Tora spojrzał na nią zaskoczony. Otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale szybko je zamknął. Nie mógł uwierzyć w usłyszaną wiadomość. Ona wiedziała. Czy aż tak bardzo to było widać? Więc czemu nie powiedziała mu wcześniej? Przez cały ten czas tak bardzo się starał, żeby na końcu usłyszeć coś takiego.
— Ucieczka Inou sprzyja wyznaniom. Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć?
— Nie zamierzałam. Nie chciałam tego mówić.
— I żyłbym sobie spokojnie w nadziei, że mam u ciebie szansę?
Ich rozmowę przerwał wybuch. Spojrzeli na siebie zdziwieni i poderwali się ze swoich miejsc. Tora usłyszał coś za swoimi plecami, więc szybko się odwrócił w kierunku dźwięku, wyciągając przy okazji nóż. Z krzaków wyszedł biały pies, merdając wesoło ogonkiem.
— Rozdzielamy się, Fuu. Chyba starzy znajomi odwiedzili Inoue – powiedział Tora, zwracając się do dziewczyny. Ta spojrzała na niego zdziwiona. — Czyli nic ci nie mówił? – spytał, a Fuu pokręciła głową. Tora westchnął. — Tak czy inaczej, uciekaj. Nie wiem kiedy się zobaczymy. Na pewno nie w najbliższym czasie. Bierzesz psa?
— Nie, podziękuję. Ale… Nic mi nie wytłumaczysz?
— Nie ma czasu. Po prostu idź, za chwilę tu będą – odpowiedział Tora, biorąc psa na ręce. Uśmiechnął się smutno do Fuu, po czym zniknął w krzakach. Dziewczyna westchnęła i przeklęła w myślach swojego dawnego mistrza. Rzuciła ostatnie spojrzenia na miejsce, gdzie zniknął Tora, po czym sama ruszyła w przeciwnym kierunku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz