Hermiona pojawiła się w Szpitalu Świętego Munga równo z wybiciem godziny
ósmej. Podeszła do recepcji, gdzie młoda kobieta bez słowa podała jej
pudło. Granger mruknęła coś pod nosem, po czym udała się na czwarte
piętro, witając się z współpracownikami. Nie zatrzymywała się na dłuższe
rozmowy, nie miała czasu, chciała dzisiaj jak najszybciej opuścić
szpital.
Kiedy nazwała Malfoya jego imieniem, jakoś nie potrafiła wytrzymać w obecności chłopaka.
Minęło kilka dni, a ona unikała go najlepiej, jak tylko potrafiła.
Nie zakochała się. Uparcie to sobie powtarzała: rano, zaraz po
obudzeniu, przed lustrem oraz przed zaśnięciem. Po prostu nie
dopuszczała do siebie takiej myśli, niezwykle absurdalnej zresztą.
Weszła do pomieszczenia z miksturami i innymi leczniczymi rzeczami, po
czym zamknęła drzwi na klucz. Wiedziała, że nikt tutaj raczej nie
wejdzie, a jak już, to będzie to kobieta. Dlaczego? Żeńska część
pracowników zawsze przychodziła wcześniej i na godziny ranne. Tak się
umówiły z mężczyznami, a oni chętnie na tę propozycję przystali.
Postawiła pudło na podłodze i wyjęła z niego zielono-żółtą szatę
uzdrowiciela. Położyła ją na pustym stoliku, po czym zaczęła się
rozbierać. Kiedy była już w samej bieliźnie, usłyszała głośnie
gwizdnięcie za sobą.
Przerażona odwróciła się i zobaczyła tam osobę, którą najmniej chciała spotkać.
Za nią stał Draco Malfoy we własnej osobie, oparty o futrynę z
szarmanckim uśmiechem, wpatrując się w jej krągłe ciało. Hermiona
zakryła się szybko zielono-żółtą szatą, a jej twarz zrobiła się
czerwona. Wpatrywała się zdenerwowana i zmieszana jednocześnie w
blondyna modląc się, żeby wyszedł.
- Nie ma się czego wstydzić, Granger. Przynajmniej ty nie masz czego- dodał, uśmiechając się uwodzicielsko.
- Po co tu wchodziłeś? Było zamknięte! Poza tym, co ty robisz poza
łóżkiem?! - spytała ze złością, próbując jakoś odwrócić jego uwagę od
swojej zarumienionej twarzy.
- Och, zaoferowałem pomoc. Miałem coś stąd przynieść - odpowiedział ze
stoickim spokojem, wpatrując się w brązowe oczy dziewczyny. Hermiona
przełknęła ślinę.
- Zaniosę to, więc możesz już iść - zaproponowała coraz bardziej zestresowana. Chłopak uniósł jedną brew.
- Och, naprawdę? Nawet nie wiesz, co miałem zanieść. I nie znam nazwy
tego czegoś. To miało być...- tutaj zastanowił się przez chwilę,
rozglądając się po sali. - ... niebieskie - powiedział w końcu,
wskazując na stojące flakoniki, które, prawdopodobnie, znajdowały się
najbliżej dziewczyny. Hermiona spojrzała na niego podejrzliwie, ale nic
nie powiedziała. Draco stanął obok dziewczyny, udając, że szuka
odpowiedniej fiolki.
W końcu wyciągnął rękę, aby sięgnąć po jakiś eliksir. Otarł się
ramieniem o ramię Granger, na co ta dostała dreszczy. Nie dała jednak
poznać po sobie, że nagle jej serce zaczęło przyspieszać, więc tkwiła w
miejscu.
- Hm, to chyba nie to - powiedział Draco, idealnie udając rozczarowanie.
- Ach, ale chyba sobie przypomniałem nazwę. Hebicilux! - zawołał
uradowany, zerkając na Hermionę, która wpatrywała się z zapałem w
ścianę.
- T-to te drzwi w rogu. Tam powinien być zapas - wydukała, patrząc w
innym kierunku. Cała się trzęsła, ale nie wiedziała czy bardziej ze
strachu, czy z podniecenia. Draco spojrzał na nią i uśmiechnął się pod
nosem. Był bardzo blisko, mógł właściwie zrobić teraz wszystko, o czym
myślał. Ale wiedział, że to za szybko, więc po prostu schylił się ku jej
szyi i chuchnął. Hermiona odskoczyła od niego jak oparzona, zakrywając
się szatą jeszcze szczelniej, chociaż było to praktycznie niemożliwe.
- Co ty robisz?! - zawołała z oburzeniem. Chłopak, szybciej niż się
spodziewała, przycisnął Granger do przeciwległej ściany i spojrzał jej w
oczy. Hermiona szybko odwróciła wzrok, nie chcąc na niego patrzeć.
Czemu to robi? I czemu jej serce tak nagle zaczęło przyspieszać. Za
blisko, zdecydowanie za blisko!
- To chyba ja powinienem zadać to pytanie - wyszeptał, ale nie uśmiechał
się. Był śmiertelnie poważny, może nawet trochę zdenerwowany.
Westchnął. - Czemu mnie unikasz?
- Zrobiłeś to wszystko tylko po to, aby mnie zapytać o taką błahostkę? -
spytała, uśmiechając się ironicznie, ale Malfoy doskonale wyczuł
drżenie w jej głosie. - Słuchaj, nie unikam cię, tylko...
- Zakochałaś się we mnie? - spytał prosto z mostu, ignorując jej
tłumaczenie. Teraz obserwował ją uważnie, nie chcąc przegapić żadnego
tiku nerwowego czy czegokolwiek innego. Hermiona przełknęła ślinę. Jej
serce głośno biło, miała wrażenie, że Malfoy je słyszy.
- Nie - odpowiedziała w końcu spokojnym głosem, ale nie odważyła się
spojrzeć mu w oczy. Draco nie zareagował, po prostu oderwał się od niej i
siląc się na beztroski ton, zawołał:
- Achh, czuję ulgę! No wiesz, nie zdziwiłbym się, gdybyś coś do mnie poczuła, ale w razie potrzeby nie chciałbym cię ranić!
Granger spojrzała na niego zaskoczona. Więc jednak. Głupia, co ona sobie
myślała? Że ma u niego jakiekolwiek szanse? Nawet nie była pewna swoich
uczuć. Dopiero teraz, kiedy z góry ją odrzucił, poczuła ból i zawód.
Czasem myślała, że jego zachowanie i uwagi mają jej schlebiać, że może
chce jej coś przekazać. Ale się myliła. To był po prostu Malfoy. Tylko
Malfoy, nie Draco.
- Zaniesiesz te Hebicilux? - spytał po chwili. Hermiona kiwnęła gorliwie
głową, a blondyn wyszedł. Odetchnęła z ulgą, ale poczuła także zawód.
Może chciała, żeby został.
Granger weszła do sali sto dwadzieścia osiem z bijącym sercem. Zerknęła
na Draco, który zachowywał się, jakby nic się nie stało. Nawet nie
podniósł wzroku, by zobaczyć, kto właśnie zaszczycił swoją obecnością
salę sto dwadzieścia osiem.
Hermiona odchrząknęła.
- Spotkałam właśnie Harry'ego, Malfoy - zwróciła się do blondyna, który
dopiero teraz na nią spojrzał. Jego szare oczy znowu wywołały w niej
sprzeczne uczucia, ale zachowała powagę i nie dała się ponieść emocjom. -
Powiedział, że spróbuje złapać tego Rookwooda, ale ty nie możesz już
wspominać o śmierciożercach.
Draco kiwnął głową, najwyraźniej ucieszony, ale nie odpowiedział. Ginny
chrząknęła, a Hermiona spojrzała na nią zdziwiona. Dopiero teraz
uświadomiła sobie, że ona też tu była.
- Harry kazał przekazać, że życzy ci powrotu do zdrowia.
- Tylko tyle? - spytała z goryczą Potter, która z każdym dniem wyglądała
coraz gorzej. Granger pokiwała głową, a Ginny tylko spuściła głowę. Nie
wiedziała, jak powinna pocieszyć przyjaciółkę. Już chyba nic nie mogła
poradzić na zachowanie Harry'ego.
- Witaj, Hermiono! - zawołała wesoło Ernie, wchodząc do pomieszczenia.
Uśmiechnął się szeroko, po czym teatralnie ukłonił. Zerknął dla Malfoya i
odetchnął z ulgą, bo Draco miał gdzieś jego przyjście i nawet gazeta
była od Mcmillana ciekawsza. - Czy... czy wybrałabyś się ze mną na
kolację? - wydusił z siebie w końcu. Draco podniósł swój wzrok na
Erniego, patrząc na niego z dezaprobatą, jakby Mcmillan był doprawdy
wielkim idiotą. Hermiona zamrugała zdziwiona, ale uśmiechnęła się
serdecznie.
- Jasne! - odpowiedziała po zastanowieniu, wywołując u Erniego radość.
Draco zakrztusił się powietrzem, spoglądając na kobietę z
niedowierzaniem. Jak ona, doprawdy piękna i mądra, mogła umówić się z
kimś takim jak ten... były Puchon!
- Naprawdę? To super! Em... może w poniedziałek o osiemnastej? Przyjadę
po ciebie - zaproponował Ernie, a Hermiona kiwnęła głową. Mcmillan
chciał coś jeszcze dodać, ale napotkał wzrok Draco, który nie wróżył nic
dobrego, tak więc szybko się pożegnał i wyszedł.
Na sali zapanowała cisza. Ginny, mimo swojego samopoczucia, uśmiechnęła
się do Hermiony, która nawet nie spojrzała na Malfoya. Potter dawno jej
mówiła, żeby w końcu sobie kogoś znalazła i proszę! Nareszcie nadarzyła
się okazja, a Ernie był dosyć przystojny, może trochę nijaki, ale
Granger bardzo go lubiła.
Porozumiewawcze spojrzenia dziewcząt przerwało gwizdnięcie Malfoya,
który obserwował całe zajście z wielkim zainteresowaniem, ale później
już z irytacją. Hermiona drgnęła i dopiero teraz uświadomiła sobie, że
ON wszystko słyszał. Przeklęła w myślach głupotę Mcmillana i jego brak
wyczucia, po czym spojrzała na blondyna ze słodkim uśmiechem na twarzy.
- Chciałeś coś powiedzieć?
- To twój nowy chłopak? - spytał kpiąco, uśmiechając się w ten swój złośliwy sposób.
- Może wkrótce, a przeszkadza ci to?
- Nie, nie, tylko trochę mi ciebie żal. Myślałem, że masz lepszy gust -
odpowiedział, wracając do czytania gazety. Hermiona spojrzała na niego z
oburzeniem, po chwili wyglądała tak, jakby chciała go obrazić w
najbardziej okrutny sposób, ale tylko prychnęła i opuściła salę,
trzaskając drzwiami.
- Heeej, Dracusiu! - zaskrzeczała Pansy, uśmiechając się słodko do
blondyna. Malfoy skrzywił się na jej widok i nawet nie miał zamiaru tego
ukrywać. Parkinson jednak nie przejmowała się jego miną będąc w stu
procentach pewną, że grymas chłopaka to oznaka głębokiej radości i
miłości do jej osoby.
Usiadła na podłożonym przez Hermionę krześle, która obserwowała całą tą
scenę z lekką irytacją. Stała niedaleko Draco i jego fanki, żeby w
przypadku naprzykrzania się choremu mogła ją szybko powstrzymać za
pomocą różdżki, co chciała zrobić od kiedy tylko ujrzała osobę byłej
ślizgonki na korytarzu. Pansy nadal odnosiła się do niej z pogardą, a
Granger starała się nie rzucić na nią jakiegoś zaklęcia niewybaczalnego.
Powstrzymywała się także od zwyczajowego "jebnięcia" pięścią w twarz i
dobicia krzesłem.
Kiedy dwie godziny później Parkinson nadal siedziała i zajmowała się
swoim ukochanym, Hermiona uznała, że chyba już czas przerwać te "
cudowne " odwiedziny. Kilka razy próbowała delikatnie jej powiedzieć, że
nikt jej nie chce już widzieć, a tym bardziej słuchać, ale dziewczyna
warczała jak rozwścieczony, mały mops i uparcie nie opuszczała swojego
miejsce.
- Słuchaj, Parkinson - zaczęła ostro Granger, mając już serdecznie dość
tej udawanej jednostronnej uprzejmości. - Masz się natychmiast wynieść.
Czas odwiedzin już się skończył.
Pansy spojrzała na dziewczynę pogardliwym wzrokiem.
- Zamknij się, szlamo - warknęła, czekając na reakcję Hermiony. Draco
skrzywił się na te słowa, czując coraz większą niechęć do byłej
ślizgonki. Spojrzał z żywym zainteresowaniem i... jakby współczuciem na
Granger, której brwi podjechały do góry. Prychnęła, nie mogąc uwierzyć,
że ten mops nadal tak ludzi nazywa, zwłaszcza po tym, gdy Pansy chciała
wydać Harry'ego.
Wyciągnęła różdżkę i siłą wyprowadziła dziewczynę z sali, która jeszcze
awanturowała się i wyrywała, lecz bezskutecznie. W końcu po ostrych
słowach przełożonej Hermiony, pani Pumpernikiel, wściekła i wyprowadzona
z równowagi opuściła szpital, mrucząc pod nosem przekleństwa. Staruszka
uśmiechnęła się do Hermiony, która podziękowała i wróciła do sali.
- Gdzie idziesz, Ginny? - spytała Granger, patrząc na przyjaciółkę
nieprzychylnym wzrokiem. Potter zająknęła się. Po chwili jednak zdołała
tylko wydusić z siebie drżącym głosem:
- Przejść się. Nic mi się nie stanie - dodała szybko ruda, uprzedzając
Hermionę, która już zamierzała wygłosić swoją przemowę na temat jej
stanu zdrowia. Ginny uśmiechnęła się lekko, chociaż bardziej
przypominało to grymas, po czym minęła przyjaciółkę i opuściła salę.
- Mam nadzieję, że wróci w jednym kawałku - mruknęła pod nosem,
zastanawiając się nad czymś głęboko. - To oparzenie na twoim policzku...
trzeba je przemyć, już można to zrobić - zwróciła się Granger do Draco
po krótkim milczeniu. Malfoy wzruszył ramionami, dając jej do
zrozumienia, że ma gdzieś, co będzie robiła. Odłożył gazetę na stolik.
Hermiona wzięła miskę z zieloną substancją, szmatkę i podeszła do
blondyna. Zdjęła opatrunek z jego policzka, po czym ostrożnie zaczęła
przemywać oparzenie.
- Nadal masz ten zwyczaj? - spytał nagle Draco. Hermiona nie
odpowiedziała, ale uniosła lekko brew do góry, przerywając czynność. -
No wiesz, ignorowania obelg?
- Ach, o to ci chodzi! - Hermiona zrozumiała, na nowo wpatrując się w
oparzenie i kontynuując czynność. Zanurzyła szmatkę w zielonej
substancji. - Przyzwyczajenie. No wiesz, ty i twoi kumple nie
próżnowaliście. Właściwie... chyba tylko ty mnie tak nazywałeś. -
Powróciła do przemywania oparzenia, kiedy już szmatka wsiąknęła
odpowiednią ilość płynu.
- Jeśli to cokolwiek zmieni - zaczął, po krótkim milczeniu - to przepraszam.
Hermiona uśmiechnęła się pod nosem, ale Draco tego nie zauważył.
- To słowo dziwnie brzmi w twoich ustach. Może dostałeś zaklęciami mocniej, niż myślałam?
Blondyn prychnął pod nosem, jakby nagle rozdrażniony tą uwagą.
- Ale dziękuję. Może zdołam cię polubić. Nie było to takie trudne, prawda, Malfoy?
- Malfoy? - powtórzył powoli, jakby nagle wpadł na pomysł. Uśmiechnął
się pod nosem, a w jego oczach pojawiły się niebezpieczne błyski. - A
może Draco? - spytał, obracając twarz w jej kierunku. Hermiona zamarła
ze ścierką w ręku w połowie drogi do jego twarzy.
- O co ci chodzi? - spytała, lekko czerwona na twarzy.
- No wiesz... wczoraj jakoś wypowiedziałaś moje imię.
- Każdemu się zdarza. Po prostu mi się wyrwało - wytłumaczyła stanowczo.
Przestała się rumienić, przypomniawszy sobie scenę w sali z miksturami.
On do niej nic nie czuł, więc po co miała robić z siebie taką
zdesperowaną idiotkę? Spuściła wzrok.
- Nie skończyłam cię leczyć, ale to może poczekać do jutra - oznajmiła
po krótkim milczeniu, odkładając szmatkę do miski. Wstała i już chciała
odejść, gdy Draco złapał ją za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
Naczynie spadło na podłogę, rozlewając całą swoją zawartość. Hermiona
próbowała się wyrwać, ale spojrzenie jego szarych oczu nagle ją
sparaliżowało. Wpatrywała się w nie i nie mogła przestać, ale nadal
miała przed oczami poranną sytuację.
- Puść mnie - powiedziała chłodno, co zaskoczyło chyba nawet ją, bo nagle złagodniała. Malfoy jednak się tym nie przejął.
- Wymów moje imię, może wtedy pozwolę ci odejść.
- Co to za bzdury? Nie chce tego robić, nie mam powodu! Nie ufam ci i...
- Zaryzykuj.
Hermiona milczała przez chwilę, otwierając co chwilę usta, jakby chciała
coś powiedzieć. W końcu westchnęła zrezygnowana i wyszeptała cicho
słowo " zgoda ". Draco złapał ją w talii i przysunął bliżej do siebie.
Granger na chwilę zapomniała, co powiedzieć, ale wkrótce się opanowała.
- Co mam dokładnie powiedzieć? - wyjąkała, odwracając wzrok.
- Powtarzaj za mną - wyszeptał, a Hermiona momentalnie dostała dreszczy. - " Draco... "
- D-Draco...
- " (...) czy mógłbyś... "
- Czy... czy mógłbyś...
- " (... ) mnie pocałować? ".
Hermiona zamarła, analizując treść całego zdania. Wiedziała, że jest
tylko zabawką w jego rękach, ale nie potrafiła się powstrzymać. Był taki
pociągający i przystojny, dodatkowo jakby... zakazany, a wiadomo, że
to, co zabronione, jest najlepsze.
- ... mnie pocałować? - zakończyła, próbując opanować drżenie głosu.
Malfoy uśmiechnął się na ostatnie słowa, po czym złożył na ustach
dziewczyny długi, namiętny pocałunek. Oderwał się od Hermiony na chwilę,
która była już cała rozpalona, żeby spojrzeć jej w oczy.
Już po kilku sekundach całowali się namiętne, walcząc o inicjatywę, gdy ich języki tańczyły razem.
Granger usiadła na nim okrakiem, aby po chwili już być na dole. Draco
całował jej szyję, chwilę później obojczyk, co kilka sekund powracając
do ust.
- Nie możemy - wyszeptała dziewczyna, próbując coś zdziałać. Wiedziała
jednak, że Draco ma gdzieś zasady i jej ostrzeżenia, bo doskonale
wiedział, że oboje tego chcą. Ale Hermiona podświadomie wiedziała, że to
będzie błąd, że będzie cierpieć, a nie chciała do tego dopuścić.
Przewróciła Draco na plecy i spojrzała mu w oczy.
- Nie możemy - powtórzyła stanowczo, ale ze słyszalnym żalem, po czym
opuściła jego łóżko. Zapięła rozpięte guziki od szaty, po czym jednym
machnięciem różdżki posprzątała podłogę. Miska wróciła na swoje miejsce
na stoliku, podobnie ścierka, a morka plama wyschła. Już miała wyjść,
gdy usłyszała jego głos:
- Czemu?
- Bo się boje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz